Horyzonty Wyobraźni coraz bliżej końca

Niestety, to prawda. Już za niecały tydzień odbędzie się finałowa Gala, na której zostaną ogłoszone wyniki i tym samym zostanie zamknięta ta edycja konkursu. Poznałem już cała listę finalistów oraz przyznałem swoją nagrodę specjalną – mam nadzieję, że autor/ka będzie z pióra zadowolony/a. O dziw0 wśród nazwisk pojawiających się wśród finałowej dwudziestki znam co najmniej pięć osób, a właściwie ich twórczość. Cieszy mnie to niezmiernie.

Chciałbym jednak napisać kilka słów o tekstach, które miałem przyjemność czytać w tej edycji HW.  Jednak nie za wiele.

Zdecydowanie poziom był wyrównany, miałem pewną trudność z wyborem tego najlepszego tekstu. Kilka opowiadań jednak wybija się lekko ponad resztę warsztatem i poziomem drukowalności. Powiem, że otrzymałem nawet opinię, że jedno zdecydowanie trzeba gdzieś wysłać w celu wydrukowania. Też tak uważam, dlatego prawdopodobnie zrezygnuję z wydania antologii HW w formie e-booka i poświęcę trochę czasu na próbę pomocy autorom w ukazaniu się drukiem. Takie teksty nie mogą się zmarnować.

Szkoda, że tak szybko skończyło się czytanie konkursowych opowiadań. Lektura była naprawdę miła. Na szczęście przede mną jeszcze konkurs na opowiadanie kryminalne organizowane razem z Szufladą. A co potem? Na pewno nie będzie czasu na odpoczynek gdyż mam cztery wywiady zaplanowane na ten rok. Czas też chyba na powolne planowanie kolejnej edycji Horyzontów Wyobraźni.

Wywiad z Katarzyną Rogińską – krótka zajawka

Już niebawem nowy numer Qfantu a w nim między innymi krótka rozmowa, którą przeprowadziłem z Katarzyną Rogińską.

Oto malutka jej namiastka:

PD: Planuje już Pani kolejną powieść?

KR: Ja ją nawet usiłuję pisać!

PD: Czy może się Pani podzielić z nami jakąś jej częścią? Krótkim opisem pomysłu lub jakimś zdaniem?

KR: A proszę bardzo:
A teraz mi poczytaj do snu. Tak, tak, właśnie to…
„Swoje ofiary wybierał przypadkowo, obojętna mu była ich płeć, wiek i kolor skóry. Wystarczyło, że okoliczności sprzyjały pozyskaniu „materiału”. Zachodził od tyłu, ogłuszał gumowym młotkiem, szybko chował ciało w bagażniku swojej furgonetki, tam też dusił. Miał bardzo silne dłonie, orzech włoski zgniatał pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym. Następnie zawoził ciało do swego domu na odludziu i w piwnicznej pracowni poddawał je obróbce. Na początek ściągał skalp i wyprawiał go jak skórę zwierzęcia futerkowego. Ze skalpów szył swoiste patchworki, jeden z nich służył mu jako kapa na łóżko, inny zdobił podłogę w saloniku. Następnie skórował całe ciało, wycinał fragmenty z tatuażami, służyły potem jako oprawy do książek, kalendarzy i notatników, a nawet jako podstawki pod kubki. Gdy chciał stworzyć komplet, robił podobny tatuaż na pozostałej skórze. Czystymi fragmentami obijał meble, wykonywał także kuferki, portfeliki i torebki. Wiele swoich wyrobów sprzedał przez internet, a nabywcy nie mieli pojęcia, z jakiego materiału jest wykonany oryginalny przedmiot…”
Stara kobieta udała, że śpi. Zamknęła oczy, wyrównała oddech. Dziewczyna o twarzy lwa odłożyła na szafkę biografie słynnych seryjnych morderców i cicho wyszła. 

Nowy gadżet

 

Wpadł mi dzisiaj w ręce nowy gadżet Qfantowy. Jak wam się podoba?

Jeszcze zostanie poddany obróbce, więc to jedynie wstępny wygląd.

Walka ze stresem

Nie jestem grafikiem i raczej nie mam do tego predyspozycji, ale jak się stresuję to albo majsterkuję albo bawię się programami różnego typu. Dzisiaj sięgnąłem po program graficzny. Takie coś mi wyszło po kilku minutach zabawy.

A jak wy radzicie sobie ze stresem?

Poradnik Profesora Bartnika

Z lekkim opóźnieniem ogłaszam zwycięski nick w tym rozdaniu.
Wygrała osoba kryjąca się pod nickiem: Marinelle 🙂
Gratuluję.

Przez to, że się spóźniłem Kamila dostanie ode mnie książkę, którą sobie wybierze z puli, którą jej prześlę.

Obie osoby proszę o odezwanie się na maila: piotrdresler@qfant.pl

Poradnik Profesora Bartnika o NZJ

W związku z tym, że wiem iż czasem mój blog czytają osoby związane z J-elitą i zaznajomione z chorobami NZJ mam coś dla Was.

Otóż chciałbym komuś ofiarować przewodnik dla lekarzy i pacjentów pod tytułem: „Wrzodziejące zapalenie jelita grubego i choroba Leśniowskiego-Crohna” Profesora Witolda Bartnika.

Wystarczy, że napiszecie w komentarzu „NZJ”. Z osób, które to zrobią wybiorę jedną, której przekażę poradnik.

Morderstwo – pierwszy krok do zostania pisarzem

Historia, którą dzisiaj wam opowiem miała miejsce w roku 1954 w Nowej Zelandii, a na jej podstawie powstał film „Heavenly Creatures” z Kate Winslet w jednej z głównych ról. Jednak na wskutek tych wydarzeń nie powstał jedynie film gdyż możliwe, że kilka powieści kryminalnych nigdy, by nie zostało napisanych gdyby nie morderstwo, które popełniła Anne Perry (właściwie Juliet Hulme) wraz ze swoją przyjaciółką. Perry obecnie jest najbardziej znana jako autorka kryminałów z Thomasem Pittem i Williamem Monkiem w rolach głównych. Niedawno miałem okazję czytać „Pogrzeb we fiolecie” właśnie z tym drugim z wymienionych. Szukając informacji na jej temat znalazłem opis sprawy morderstwa Parker-Hulme i o nim właśnie dzisiaj wam opowiem. Może właśnie te wydarzenia miały wpływ na to, że Perry zaczęła pisać kryminały?

Był poranek czerwca 1954, Honora Rieper wyszła wtedy ze swoją córką Pauline Parker i jej przyjaciółką Juliet Hulme na spacer. Nie spodziewała się zapewne, że będzie to jej ostatni spacer w życiu. Gdy doszły do zalesionego terenu, Parker i Hulme pobiły Honore kawałkiem cegły zawiniętym w pończochę. Po dokonaniu tego brutalnego mordu wróciły do kiosku z herbatą, z którego zaledwie kilka minut wcześniej wyszły i opowiedziały właścicielom o tragicznym wypadku, któremu uległa Honora – według nich upadła i uderzyła się w głowę. Jednak historia dziewczyn szybko okazała się nieprawdą gdyż policja odnalazła narzędzie zbrodni niedaleko miejsca, w którym znaleziono ciało.

Powód, który popchnął dziewczyny do tak okrutnego czynu wielu osobom może się wydawać śmieszny gdyż Parker i Hulme nie chciały być rozdzielone – Juliet miała być odesłana do swojej rodziny w Republice Południowej Afryki (jej rodzice byli w trakcie separacji). Przyjaźń, która je łączyła była tak wielka, że planowały razem zamordować Honorę i wyjechać do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie wierzyły, że będą wydawały swoje powieści i grały w filmach ( to pierwsze częściowo się udało Hulme).

Obie dziewczyny były za młode na wyrok śmierci więc skazano je na karę pozbawienia wolności. Po wyjściu na wolność otrzymały jeden warunek – nigdy więcej nie mogą się spotkać.

Po latach Juliet Hulme wyjechała do USA gdzie zmieniła imię i nazwisko na Anne Perry, i została mormonką. Od tamtej pory wydała kilkadziesiąt powieści detektywistycznych, które zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym polski.

Musicie przyznać, że to bardzo ciekawy życiorys jak na pisarkę. Nawet Jacek Skowroński, który przez pewien czas zajmował się „włóczęgą” i sprzedażą butów odpada przy niej w przedbiegach jeśli chodzi o praktyczne przygotowanie do pisania kryminałów.

Może warto się zastanowić ilu pisarzy przeszło taki „trening”? Zwłaszcza jeśli chodzi o pisarzy grozy. Siekiera, jak na moje oko, trochę za bardzo pasuje do Łukasza Śmigla, a tajemniczy Mężczyzna z Teczką jest zbyt podobny do Dawida Kaina. Swoją drogą ciekawe co kryje teczka?