Archive for the ‘ Pisane na kolanie ’ Category

Życie nie lubi próżni

Zabawa nad zmianą wyglądu mojej stacjonarki dobiegają powoli końca. Została jedynie kosmetyka i cable management, czyli dla mnie rzecz najtrudniejsza gdyż nigdy nie należałem do specjalnie uzdolnionych plastycznie. Skończę to przy dobrych wiatrach za jakiś tydzień.

Jednak życie nie lubi próżni, dlatego postanowiłem sobie zafundować kolejne zadanie na później. Zakupiłem więc nowe cacko, na które polowałem w sumie dwa dni i dwie noce. Notebook firmy HP, ale nie jakiś zwykły, bo posiadający dotykowy i obrotowy ekran dający możliwość przeobrażenia go w tablet. Ma jednak dwie wady, które zamierzam zlikwidować – podświetlenie pada po kilku, kilkudziesięciu sekundach użytkowania, a obudowa nosi dosyć wyraźne ślady użytkowania. Ale właśnie taki był mój plan żeby mieć jakieś zajęcie inne od literatury. Prawda, że ładny?

Znalazłem też sposób na odstresowanie i tak o to stałem się szczęśliwym posiadaczem drzewka bonsai. Od wczoraj zastanawiam się jaki nadać mu kształt i gdzie postawić.

Na każdym zdjęciu w tle widać bałagan na moim biurku, który jest efektem intensywnej walki z komputerami i różnymi dziwnymi rzeczami.

Małe przymiarki

Oprócz walki z wiatrakami miałem dzisiaj chwilę na zabawę z komputerem.

Malowanie podkładem poszczególnych elementów poszło całkiem dobrze.

Gorzej było z malowaniem pierwszej warstwy czarnego koloru. Nie dość, że farba skończyła się przed pomalowaniem wszystkich elementów to jeszcze pojawiły się zacieki, a sprzedawca zapewniał mnie, że po użyciu tego podkładu nie mają prawa się pojawić. Zanotowałem więc żeby nigdy więcej nie wierzyć żadnemu sprzedawcy.

Zdjęć z samego malowania nie mam, za bardzo się nawdychałem farby i jakoś zapomniałem gdzie dałem telefon czy aparat.

Jak farba wyschła postanowiłem spróbować dopasować do siebie kilka elementów czy przypadkiem czegoś podczas projektowania nie pochrzaniłem. I oczywiście pochrzaniłem. Jednak o tym za chwilę.

Regulator obrotów wentylatorów pasuje jak ulał w miejsce gdzie wcisnąłem włącznik/wyłącznik obrotów wentylatora chłodnicy.

Stara kratka, za którą kryła się chłodnica chyba pozostanie na swoim miejscu. Nie mam póki co innego pomysłu na jej zastąpienie. Choć może coś wykombinuję z pleksą jak ją zamówię.

Postanowiłem znitować całą budę i wtedy pojawił się problem – pomyliłem się o pięć milimetrów w położeniu chłodnicy na górnej pokrywie obudowy. Zamiast jedynie dotykać stacji 5,25 cala nachodził pięć milimetrów na nie… Trzeba było wziąć miniszlifierkę i przyciąć różnicę. Reszta jednak jako tako się zgrała.

Tak, jestem świadom zacieków. Kupiłem papier ścierny wodny i sprawdziłem po wykonaniu zdjęć, że można je naprawdę łądnie zeszlifować.

Kable będą albo poprowadzone w specjalnej prowadnicy albo zasilacz zostanie przerobiony na modularny – niepotrzebne kable są odłączane.

Na ostatnim zdjęciu dwa bloczki wodne z zapinką własnej roboty. Blok na pamięć RAM czeka na odpowiedni gwintownik do skręcenia go.

 

Nie mogę się doczekać aż go złożę i zajmę się nowym projektem zbudowanym w 90% z mlecznej pleksy.

Read a fucking book!

Od kilku dni, a właściwie od oficjalnego ogłoszenia zawieszenia działalności przez SFFiH mam uczucie jakbym brał udział w jakimś dziwnym przedstawieniu. Macie czasem wrażenie, że wszyscy wokół postradali zmysły lub zaczęli cierpieć nagle na zanik pamięci? Ja ostatnio tak mam. Nagle zaczęto dostrzegać upadek czytelnictwa w Polsce. Z tego, co pamiętam mówi się o nim przynajmniej od czterech lat, choć i wcześniej padały różne sformułowania, w których słowa „upadek” i „czytelnictwo” występowały blisko siebie. Dlaczego więc tak mnie denerwuje aktualny stan rzeczy? Bo często najbardziej zdziwione są osoby, które powinny wiedzieć kilka rzeczy na temat czytelnictwa, a okazuje się, że ich wiedza ukrywa się za symbolicznym, okrągłym zerem.

Rozejrzyjcie się po swoim mieszkaniu, po domach znajomych i porównajcie ten widok z wyglądem mieszkań waszych rodziców. Rzuca się wam coś w oczy? Pomogę wam. Gdzie podziały się ogromne prywatne biblioteczki? Kiedyś każdy dom mógł poszczycić się pokaźnymi zbiorami, nie tylko lektur czy encyklopedii, ale i powieści różnego rodzaju. W moim mieszkaniu, jeszcze dekadę temu, w każdym pomieszczeniu było pełno powieści sensacyjnych i kryminalnych. Teraz jest tego znikoma ilość, kilkadziesiąt książek zebranych głównie przeze mnie i moją świętej pamięci siostrę. Powieści po polsku, angielsku i niemiecku. Jednak daleko im do tej biblioteczki jaką mieli moi rodzice. Wśród moich znajomych jest podobnie. Niektórzy nie mają w ogóle książek w domu, co jest już przerażające gdyż uważam, że dom bez książek nie posiada duszy.

Co będzie z naszymi dziećmi jeśli nie wpajamy im od małego miłości do książek? W sumie wybieganie w przyszłość jest zbyteczne, wystarczy spojrzeć na dzisiejszych gimnazjalistów, z których naprawdę wielka ilość nie czyta książek. Bo to niemodne czy nudne. Kiedyś ilość czytelników stałych, czyli takich, którzy czytali więcej niż kilka książek rocznie przeważała nad czytelnikami okazjonalnymi. Teraz tych pierwszych prawie nie ma, a ci drudzy podobno jeszcze gdzieś istnieją. Przynajmniej według badań, a ja nie do końca wierzę w badania. Nie wierzę i już. Z jednego prostego powodu, nie uwzględniają e-booków i audiobooków. W ogóle wśród ludzi panuje dziwne i niezrozumiałe przekonanie, że jedynie materialna, papierowa książka się liczy. Wszystko fajnie i pięknie, tylko że kiedyś sądzono, że przez wynalazek pisma ludzie będą gnuśnieć i przestaną się wysilać w celu zapamiętania informacji. Sądzono, że ograniczy ono ich wyobraźnię. Ograniczyło? Tak samo wersje elektroniczne książek nie powodują uśmiercenia tych papierowych. Póki co jesteśmy zbyt przywiązani do zapachu farby drukarskiej, my pokolenie literackich ćpunów, jak i ciężaru dobrej powieści w ręce. Jednak chyba już czas powiedzieć sobie „Jestem człowiekiem i wszystko, co pozwala mi obcować z literaturą w każdej chwili mojego życia nie jest mi obce”. Osobiście powiedziałem sobie te słowa jakiś czas temu i od tamtej pory korzystam z audiobooków w pracy, z e-booków w pociągu gdy zabraknie mi papierowych odpowiedników książki, czy gdy piszę jakąś pracę i biblioteki są nieczynne.

No dobrze, idźmy za postępem, ale o co chodzi z tym upadkiem? I czy faktycznie go doświadczamy? Zaskoczę was i powiem, że tak i nie. Skąd ten brak pewności? Już śpieszę z wytłumaczeniem. Zajrzyjcie na ilość zapowiedzi wydawniczych poszczególnych wydawnictw, na zeszły rok, na ten, na który chcecie. Nie wydaje się wam to dużą liczbą jak na złe czasy, w których brakuje czytelników? Niestety nie gdyż nawet nakłady są mniejsze niż kiedyś. Jednakże sam fakt sporej ilości wydawanych powieści może sprawiać, że ludzie mają błędne przeświadczenie, iż czytelnictwo wcale nie upada na łeb, na szyję. A może nie jest to błędne przeświadczenie? Przecież jadąc pociągiem, metrem czy autobusem możemy zauważyć całe mnóstwo osób czytających książki, a nawet e-booki z czytników (padłą teoria, że robią to, by nie patrzeć na współpasażerów). Ile osób w słuchawkach słucha audiobooków się nie dowiemy. Patrząc jednak na to z tej strony musimy wziąć pod uwagę fakt, że teraz jest o wiele łatwiej wygrać w konkursie książkę niż kiedyś – jest to chyba najczęstszą formą promocji. Sporo bibliotek, z tych które nie zostały jeszcze zamknięte, posiada pokaźne zbiory, nawet nowości. Stąd też łatwiej o książkę. Tylko dlaczego tak mało osób kupuje książki i wskaźniki wydawnicze wskazują spadki każdego roku? Ponieważ sytuacja polityczna jest taka jaka jest. Pomyślcie tylko ile nowych podatków, zmian związanych z wynagrodzeniami zaszło w ostatnich latach. Zresztą nie tylko w związku z płacami zaszły zmiany, wystarczy tylko przypomnieć sobie zmianę stawki VAT na książki. Wniosek? Ludzie nie mają pieniędzy, ale co by było gdyby je mieli? Czy kupowaliby więcej książek? Według mnie nie. Może osoby będące teraz w wieku dwudziestu kilku lat i więcej, bo osoby młodsze nie mają wpojonej miłości do czytania. Nie mówię o wszystkich, ale niestety o zdecydowanej większości. Dlatego bardzo ważne jest byśmy czytali naszym pociechom przynajmniej przez kilka minut dziennie. Niech wiedzą, że czytanie jest przyjemne i rozwija wyobraźnię.

Może trochę za późno na napisanie tych słów, ale nie zamierzam tutaj przekazywać żadnych proroctw, szukać przyczyn takiego, a nie innego, stanu rzeczy. Chcę tylko napisać jak ja to wszystko widzę i może rozpocząć jakąś dyskusję na ten temat. Na FB dwie osoby podały dwie sprzeczne ze sobą wiadomości dotyczące ilości osób z czytnikami e-booków w środkach komunikacji miejskiej i ich stosunku względem tradycyjnych książek. Dowodzi to jedynie temu, że badania mają zawsze duży margines błędu i zależnie od czasu oraz metody ich przeprowadzania podadzą różne wyniki.

Mniejsza jednak o naukę i różnego rodzaje badania, ważne jest to czego doświadczamy i sami obserwujemy. Osobiście z jednej strony widzę coraz więcej osób czytających przynajmniej tyle książek rocznie ile statystyczny człowiek ma palców u rąk, z drugiej zaś dostrzegam brak kultywowania wśród młodych ludzi zwyczaju czytania. Kiedyś posiadanie bogatego księgozbioru i czytanie książek było w jakiś sposób przepustką do wyższej klasy społecznej – mówiąc wprost: kto miał książki sprawiał wrażenie inteligenta. Teraz to jest mało ważne, trzeba mieć wielki telewizor. Najlepiej na pół ściany. Tylko czy nie można mieć i bogatej biblioteczki i wielkiego telewizora?

Czas skończyć, bo się powtarzam i głodnieję. Kawałek makowca powinien to zmienić. A wy zróbcie mi przyjemność i przeczytajcie jakąś książkę. Może nie dzisiaj, ale jutro na pewno. Ładna pogoda się robi, a parkowe ławki aż krzyczą żeby na nich usiąść i zatopić się w lekturze.

 

PS. Moim zdaniem za góra trzy lata w Polsce e-booki zaczną być traktowane na równi z papierem. Postępu nie unikniemy.

 

 

Jaką byś chciał nagrodę?

Jadąc dzisiaj autobusem pomyślałem, że jestem okropnym egoistą narzucając przedmiot nagrody w Horyzontach Wyobraźni ode mnie.
W końcu kto w tych czasach używa maszyny do pisania? Chyba tylko entuzjaści i romantycy.
Postanowiłem więc dać wam możliwość wybrania nagrody. Może zamiast maszyny do pisania w stylu steampunk ktoś woli klawiaturę z motywem Diablo lub mysz w kształcie pistoletu?
Podawajcie swoje propozycje do pierwszego kwietnia w komentarzach. Zobaczę co uda mi się z propozycji wykonać.
Tak więc do dzieła. Przekażcie info znajomym, im więcej propozycji tym lepiej.

Nie ma czasu na nic

Od dłuższego czasu nie mam chwili oddechu przez co prace nad obudową komputera posuwają się do przodu w żółwim tempie.

Udało mi się jedynie zrobić kilka kosmetycznych poprawek i opracować plan wykonania napisu na górnej części obudowy o treści: „CRIME”.

Zacząłem się bawić farbkami modelarskimi, mimo że ten na górze poskąpił mi talentu malarskiego i już w podstawówce moje rysunki farbkami plakatowymi były niezbyt przyjemne dla oka.

Przed malowaniem.

I w trakcie nakładania pierwszej warstwy farby.

Wczoraj przyszedł mój nowy nabytek. Mały bloczek wodny do chłodzenia mostka północnego płyty głównej.

Gdybym na początku wiedział jak prosto mogę wykonać taki mały blok wodny to bym tego raczej nie kupował. Mam nauczkę na przyszłość żeby więcej czasu poświęcić na planowanie i nie iść na łatwiznę. Dlatego zamierzam niebawem sam zrobić blok wodny na mostek północny i południowy razem wzięte. Mam już nawet ogólny zarys jego wyglądu w głowie. Problemem pozostaje jedynie materiał, z którego go wykonam. Rozważam połączenie pleksy oraz aluminium tak żeby można było popatrzeć na przepływający płyn chłodzący. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Z malowania zostało mi do zrobienia praktycznie wszystko…

Przed sekundą położyłem podkład na jednej ze ścian żeby zobaczyć efekt krycia i jak farba osiada na metalu. Po powrocie z wyjazdu weekendowego zamierzam pomalować pierwszą warstwę czarnej matowej farby i położyć na nią bezbarwny lakier żeby w ciągu najbliższych dwóch tygodni złożyć swoją stacjonarkę, bo cholernie za nią tęsknię.

Porównanie z kolorem docelowym.

Jako bonus dokładam zdjęcia materiałów, z których część prawdopodobnie zostanie użytych w projekcie maszyny do pisania.

Powiedziałbym w jaki sposób zdobyłem te łupy, ale czasem lepiej jest nie wiedzieć.

Mini aktualizacja

Dzisiaj znalazłem chwilę i wyciąłem drugi motyw w obudowie.

Jeszcze prawdopodobnie dodam krople krwi ściekające z noża. Muszę tylko dokupić kilka tarcz do cięcia gdyż zostało mi ich niewiele.

Dziwne rzeczy się dzieją

Po tragicznych wydarzenia, od których rozpoczął się ten rok straciłem wiarę w życie. W ramach powrotu do społeczeństwa doradzono mi bym zaczął robić coś co mnie relaksuje. Coś co sprawi, że umysł na chwilę zapomni o tych wydarzeniach i oswoi się z nimi.

Tak więc od teraz zabieram się za majsterkowanie, głównie modding mojego PCta, czego poszczególne etapy będę pokazywał tutaj, by upewnić osobę, która w tym roku otrzyma ode mnie nagrodę specjalną w Horyzontach Wyobraźni, że nie będzie ona byle jaka. A jaka to będzie nagroda? Prawdopodobnie maszyna do pisania specjalnie przeze mnie przerobiona na styl steampunk lub kryminalny. Jeszcze ustaliłem. Oprócz majsterkowania zamierzam również pisać, dużo pisać. Tylko nie wiem jeszcze co z tym pisaniem zrobię.

W sumie już teraz mogę zaprezentować kilka zdjęć z tego jak powoli przerabiam swoją nudną do bólu obudowę od komputera. Lubię kryminały, więc całość mam zamiar utrzymać w tym stylu. Nie wiem czy się uda. Zobaczymy.

Nie mam niestety na laptopie zdjęć z tego jak wyglądał komputer przed początkiem prac, ale teraz wygląda on mniej więcej tak:

Choć jeszcze 30 minut wcześniej wyglądał mniej więcej tak:

Po rozkręceniu obudowy rozrzuciłem wszystkie części, śrubki, węże, podzespoły i Bóg wie co jeszcze na moim biurku i w jego okolicach.

Powyżej prezent, który zrobiłem sobie na zeszłoroczne święta. Wcześniejszą kartę graficzną spaliłem bawiąc się w podkręcanie jej. Miesiąc pochodziła i nie wytrzymała trochę zbyt aktywnego testowania.

Zbiór wentylatorów. To jedynie część tego co posiadam. Gdzieś jeszcze leży „krowa” na 230V, którą ochłodziłbym dom podczas nie jednego upału. Choć planowałem wstawić ja do komputera to nie zrobiłem tego z powodu zakupienia części do chłodzenia wodnego – ciszę cenię ponad wszystko.

A to kości RAM w najprostszym chłodzeniu jakie znalazłem. Jednak zamierzam sam zrobić sobie blok wodny do chłodzenia 2 do 4 kości Ram na raz. Jednak to później.

Po rozkręceniu wszystkiego i złamaniu kilku wierteł przyszedł czas na malowanie.

Do malowania zamierzałem użyć dwóch kolorów – czarnego do zewnętrznych części obudowy i białego do środka i zewnętrznych osłon wentylatorów. Jednakże w praniu wyszło, że specjalne farby zakupione w Praktikerze w Poznaniu i te, które już miałem nie są zbyt dobre do malowania aluminium, a do tego nie są zbyt wydajne. Udało mi się pomalować zasilacz i część środka obudowy na czarno. Biała farba okazała się strasznym bublem gdyż schodzi pod wpływem wody…

Dopasowanie zasilacza. Góra pomalowana pierwszą warstwą czarnej farby.

Do porównania koloru starego koloru obudowy i tego jaki chcę uzyskać zdjęcie poniżej. Po pomalowaniu trzech warstw farby i dwóch bezbarwnego lakieru części wyglądają jak plastikowe. Nawet przyjemny dla oka efekt.

Nowe osłony wentylatorów zostały wykonane przez moich znajomych, a ja do pomysłu ogólnego planu dodałem siatkę, która znajdzie się za osłonami i będzie chroniła nieco lepiej przed kurzem wnętrze komputera.

Pierwotny plan umieszczenia osłony do górnej części obudowy został zmodyfikowany popełnionym przeze mnie błędem, Otóż wyciąłem za duże okno przez co nie miałem jak przykręcić osłony i była widoczna szpara z jednej strony. Dlatego postanowiłem użyć szpachli do zamaskowania tej szpary oraz przykręcić na stałe chłodnicę od chłodzenia wodnego do obudowy. Wygląda to mniej więcej tak.

Szpachla ta strasznie śmierdzi i po chwili pracy w małej piwnicy czułem się jak ćpun na gigancie.

Postanowiłem dzisiaj wyciąć w ścianie bocznej motyw, który zarazem będzie oknem do wnętrza komputera, przez które będzie można obejrzeć jego „bebechy”. Strasznie się przy tym namęczyłem i nawdychałem oparów czego nie przewidziałem i musiałem po całej pracy zdrzemnąć się chwilę, bo aż mi się słabo zrobiło.

Niedługo zajmę się wykończeniem, zeszlifowaniem krawędzi i malowaniem – tym razem specjalną farbą, która mi się tak łatwo nie zmyje. Później natomiast umieszczę w oknie bezbarwną pleksę i prawdopodobnie katodę do oświetlania wnętrza.

W poniedziałek na warsztat idzie druga ściana i inny motyw do wycięcia. Tylko nie wiem czy starczy mi tarcz do cięcia. Dzisiejszy bilans strat mnie trochę zaskoczył.