Read a fucking book!

Od kilku dni, a właściwie od oficjalnego ogłoszenia zawieszenia działalności przez SFFiH mam uczucie jakbym brał udział w jakimś dziwnym przedstawieniu. Macie czasem wrażenie, że wszyscy wokół postradali zmysły lub zaczęli cierpieć nagle na zanik pamięci? Ja ostatnio tak mam. Nagle zaczęto dostrzegać upadek czytelnictwa w Polsce. Z tego, co pamiętam mówi się o nim przynajmniej od czterech lat, choć i wcześniej padały różne sformułowania, w których słowa „upadek” i „czytelnictwo” występowały blisko siebie. Dlaczego więc tak mnie denerwuje aktualny stan rzeczy? Bo często najbardziej zdziwione są osoby, które powinny wiedzieć kilka rzeczy na temat czytelnictwa, a okazuje się, że ich wiedza ukrywa się za symbolicznym, okrągłym zerem.

Rozejrzyjcie się po swoim mieszkaniu, po domach znajomych i porównajcie ten widok z wyglądem mieszkań waszych rodziców. Rzuca się wam coś w oczy? Pomogę wam. Gdzie podziały się ogromne prywatne biblioteczki? Kiedyś każdy dom mógł poszczycić się pokaźnymi zbiorami, nie tylko lektur czy encyklopedii, ale i powieści różnego rodzaju. W moim mieszkaniu, jeszcze dekadę temu, w każdym pomieszczeniu było pełno powieści sensacyjnych i kryminalnych. Teraz jest tego znikoma ilość, kilkadziesiąt książek zebranych głównie przeze mnie i moją świętej pamięci siostrę. Powieści po polsku, angielsku i niemiecku. Jednak daleko im do tej biblioteczki jaką mieli moi rodzice. Wśród moich znajomych jest podobnie. Niektórzy nie mają w ogóle książek w domu, co jest już przerażające gdyż uważam, że dom bez książek nie posiada duszy.

Co będzie z naszymi dziećmi jeśli nie wpajamy im od małego miłości do książek? W sumie wybieganie w przyszłość jest zbyteczne, wystarczy spojrzeć na dzisiejszych gimnazjalistów, z których naprawdę wielka ilość nie czyta książek. Bo to niemodne czy nudne. Kiedyś ilość czytelników stałych, czyli takich, którzy czytali więcej niż kilka książek rocznie przeważała nad czytelnikami okazjonalnymi. Teraz tych pierwszych prawie nie ma, a ci drudzy podobno jeszcze gdzieś istnieją. Przynajmniej według badań, a ja nie do końca wierzę w badania. Nie wierzę i już. Z jednego prostego powodu, nie uwzględniają e-booków i audiobooków. W ogóle wśród ludzi panuje dziwne i niezrozumiałe przekonanie, że jedynie materialna, papierowa książka się liczy. Wszystko fajnie i pięknie, tylko że kiedyś sądzono, że przez wynalazek pisma ludzie będą gnuśnieć i przestaną się wysilać w celu zapamiętania informacji. Sądzono, że ograniczy ono ich wyobraźnię. Ograniczyło? Tak samo wersje elektroniczne książek nie powodują uśmiercenia tych papierowych. Póki co jesteśmy zbyt przywiązani do zapachu farby drukarskiej, my pokolenie literackich ćpunów, jak i ciężaru dobrej powieści w ręce. Jednak chyba już czas powiedzieć sobie „Jestem człowiekiem i wszystko, co pozwala mi obcować z literaturą w każdej chwili mojego życia nie jest mi obce”. Osobiście powiedziałem sobie te słowa jakiś czas temu i od tamtej pory korzystam z audiobooków w pracy, z e-booków w pociągu gdy zabraknie mi papierowych odpowiedników książki, czy gdy piszę jakąś pracę i biblioteki są nieczynne.

No dobrze, idźmy za postępem, ale o co chodzi z tym upadkiem? I czy faktycznie go doświadczamy? Zaskoczę was i powiem, że tak i nie. Skąd ten brak pewności? Już śpieszę z wytłumaczeniem. Zajrzyjcie na ilość zapowiedzi wydawniczych poszczególnych wydawnictw, na zeszły rok, na ten, na który chcecie. Nie wydaje się wam to dużą liczbą jak na złe czasy, w których brakuje czytelników? Niestety nie gdyż nawet nakłady są mniejsze niż kiedyś. Jednakże sam fakt sporej ilości wydawanych powieści może sprawiać, że ludzie mają błędne przeświadczenie, iż czytelnictwo wcale nie upada na łeb, na szyję. A może nie jest to błędne przeświadczenie? Przecież jadąc pociągiem, metrem czy autobusem możemy zauważyć całe mnóstwo osób czytających książki, a nawet e-booki z czytników (padłą teoria, że robią to, by nie patrzeć na współpasażerów). Ile osób w słuchawkach słucha audiobooków się nie dowiemy. Patrząc jednak na to z tej strony musimy wziąć pod uwagę fakt, że teraz jest o wiele łatwiej wygrać w konkursie książkę niż kiedyś – jest to chyba najczęstszą formą promocji. Sporo bibliotek, z tych które nie zostały jeszcze zamknięte, posiada pokaźne zbiory, nawet nowości. Stąd też łatwiej o książkę. Tylko dlaczego tak mało osób kupuje książki i wskaźniki wydawnicze wskazują spadki każdego roku? Ponieważ sytuacja polityczna jest taka jaka jest. Pomyślcie tylko ile nowych podatków, zmian związanych z wynagrodzeniami zaszło w ostatnich latach. Zresztą nie tylko w związku z płacami zaszły zmiany, wystarczy tylko przypomnieć sobie zmianę stawki VAT na książki. Wniosek? Ludzie nie mają pieniędzy, ale co by było gdyby je mieli? Czy kupowaliby więcej książek? Według mnie nie. Może osoby będące teraz w wieku dwudziestu kilku lat i więcej, bo osoby młodsze nie mają wpojonej miłości do czytania. Nie mówię o wszystkich, ale niestety o zdecydowanej większości. Dlatego bardzo ważne jest byśmy czytali naszym pociechom przynajmniej przez kilka minut dziennie. Niech wiedzą, że czytanie jest przyjemne i rozwija wyobraźnię.

Może trochę za późno na napisanie tych słów, ale nie zamierzam tutaj przekazywać żadnych proroctw, szukać przyczyn takiego, a nie innego, stanu rzeczy. Chcę tylko napisać jak ja to wszystko widzę i może rozpocząć jakąś dyskusję na ten temat. Na FB dwie osoby podały dwie sprzeczne ze sobą wiadomości dotyczące ilości osób z czytnikami e-booków w środkach komunikacji miejskiej i ich stosunku względem tradycyjnych książek. Dowodzi to jedynie temu, że badania mają zawsze duży margines błędu i zależnie od czasu oraz metody ich przeprowadzania podadzą różne wyniki.

Mniejsza jednak o naukę i różnego rodzaje badania, ważne jest to czego doświadczamy i sami obserwujemy. Osobiście z jednej strony widzę coraz więcej osób czytających przynajmniej tyle książek rocznie ile statystyczny człowiek ma palców u rąk, z drugiej zaś dostrzegam brak kultywowania wśród młodych ludzi zwyczaju czytania. Kiedyś posiadanie bogatego księgozbioru i czytanie książek było w jakiś sposób przepustką do wyższej klasy społecznej – mówiąc wprost: kto miał książki sprawiał wrażenie inteligenta. Teraz to jest mało ważne, trzeba mieć wielki telewizor. Najlepiej na pół ściany. Tylko czy nie można mieć i bogatej biblioteczki i wielkiego telewizora?

Czas skończyć, bo się powtarzam i głodnieję. Kawałek makowca powinien to zmienić. A wy zróbcie mi przyjemność i przeczytajcie jakąś książkę. Może nie dzisiaj, ale jutro na pewno. Ładna pogoda się robi, a parkowe ławki aż krzyczą żeby na nich usiąść i zatopić się w lekturze.

 

PS. Moim zdaniem za góra trzy lata w Polsce e-booki zaczną być traktowane na równi z papierem. Postępu nie unikniemy.

 

 

Advertisements
  1. u nas ilość książek utrzymuje się na stałym poziomie (mniej więcej 300 sztuk). Więcej nie mieszczą dwie biblioteczki i cała „górka” wędruje do rodziców. U jednych i drugich mamy parę tysięcy pozycji, ale moja Iza jest dr filolog, ja zaś kornik-drukarz żywiący się książkami. Dla nas inaczej być nie może, ale… są gusta, a bywa, że ich nie ma.

    czytelnictwo spada, owszem, ale wiele osób jednak nadal czyta. I chyba nie zaniknie to do końca…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: