Zdradliwa wena, raz jest raz jej nie ma

Dzisiaj chyba pierwszy raz w życiu będę pisał o zjawisku, które jest mi zupełnie niezrozumiałe i do tego obce. W dodatku uważam je za największe niebezpieczeństwo, które spada na pisarza, a w szczególności początkującego adepta pióra. Mam na myśli wiarę w wenę, natchnienie czy jakkolwiek nazwać to przekleństwo.

Przyszedł czas żeby obedrzeć pisanie z magii.

Gdy wchodzę na różnego rodzaje fora literackie lub rozmawiam z osobami piszącymi i słyszę, że nie piszą, bo nie mają weny to otwiera mi się scyzoryk w kieszeni i mam ochotę wziąć go, zacząć się ciąć dołączając tym samym do grona emo. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Nie wierzę w wenę czy natchnienie. Wierzę natomiast w lenistwo. I to ono najczęściej nie pozwala w napisaniu czegokolwiek, nie mityczna wena.

Moim zdaniem pisarstwo jest rzemiosłem takim jak wszystkie inne i można się go wyuczyć, dlatego w mojej jego definicji nie ma miejsca na przypadek jakim jest kapryśna wena. Jest za to lenistwo, w które szczerze wierzę i często padam jego ofiarą. Kiedyś z tym walczyłem i żeby nie polegać na przypadku zacząłem pisać po 10 szortów na jeden temat. Dziennie. Bez pomysłu, z pomysłem, zawsze pisałem.

Ostatnio nie bardzo mam na to czas więc zamieniłem je na opowiadanie historii w głowie i tak na przykład jadąc kilka dni temu do Poznania wymyśliłem dziesięć wersji odnalezienia grobu nazistów podczas robót nad modernizacją Dworca Głównego PKP. Czy pomogła mi w tym tajemnicza postać szepcząca mi do ucha różne opowieści i wersje wydarzeń? Nie, do cholery. Gdybym czekał aż przyjdzie wena na pisanie nigdyby nie powstało żadne opowiadanie podpisane moim nazwiskiem. Nigdy nie powstałby żaden tekst, nawet ten.

Bardzo mi się podoba podpis jednego z uzytkowników pewnego forum, nie wiem czy go jeszcze ma, ale brzmiał mniej więcej tak: „Pisz nie pier$%(&”. Prosty i dosyć wulgarny, ale w pełni oddający mój pogląd na sprawę. Więcej czasu się traci na gadaniu o tym jaka wena jest straszna, że nas opuściła niż na próbie pisania. Proces twórczy jest czymś pięknym, ale odbywa się bez udziału jakiejkolwiek nadnaturalenj siły. To zdolność do przywoływania i tworzenia w myślach wyobrażeń, a potem przenoszenia ich na papier. Wszystko to daje nam mózg. Nie kobieta w todze, lub bez, stojąca obok i szepcząca nam co mamy akurat wystukać na kalwiaturze czy naskrobać na kartce papieru.

Jedną z sytuacji, w których miałem do czynienia z wierzacym w wenę była chwila gdy podczas rozmowy na popularnym komunikatorze mój rozmówca nagle uciekł pisząc z wciśniętym caps lockiem, że naszła go wena i musi pisać. Uciekł jak dzisiaj rywalka Radwańskiej, może ją też pogoniła wena? Przynajmniej biegła równie szybko jak on – tak mi się wydaje.

Ok, niczemu nie odebrałem magii, nie bardzo też chciałem. Kto chce niech wierzy, że największą zasługę w akcie pisania ma wena. Ja od takiego myslenia uciekam może datego, że jestem okropnym egoistą i według mnie to ja tworzę wszystko, sam, bez ingerencji sił wyższych. Po prostu siadam i piszę. To cała magia, cała tajemnica powstania wszechświata z liter. Tej małej galaktyki, którą teraz czytacie.

Muszę też napisać, że nie piszę tego tylko dlatego, że się boję przyjazdu panów w białych kitlach z kaftanem, zaalarmowanych przez zrozpaczonych rodziców, którym powiedziałem w zaufaniu iż obok mnie siedzi pewna kobieta i szpecze mi do ucha co mam robić. David Berkowitz twierdził, że pies sąsiadów kazał mu zabijać, więc w sumie wszystko jest możliwe. Dobrze, że nigdy nic takiego nie mówiłem, w ogóle nikt nie wie, że piszę.

Reklamy
    • piootrek87
    • Sierpień 7th, 2011

    10 szortów na ten sam temat? ;p Sprytne. A ile zajmuje taki jeden objętościowo? Ja codziennie staram się pisać 1000 wyrazów byle czego, byle napisać. Nieraz idzie szybko innym razem to prawdziwa katorga :p

      • Piotr Dresler
      • Sierpień 7th, 2011

      Wiesz czemu 10? Bo kiedyś oglądałem film, w którym grał John Candy i Don „The Dragon” Wilson. Ten drugi powiedział, że prawdziwy ninja potrafi znaleźć 10 sposobów na zabicie przeciwnika jakimkolwiek przedmiotem. Przeniosłem to na pole pisarskie 😛 Najważniejsze to żeby starać się, by nie był to jeden gatunek, a przynajmniej kilka. Objętość różna, od 1 do 3 tys znaków.

  1. Zgadzam się całkowicie z Twoją wypowiedzią. Wszystko zależy od tego ile sami wkładamy w rozwój naszych umiejętności, [ponieważ wszystko tak na prawdę można wypracować. Podziwiam Cię z tymi 10 historiami 😉 Pozdrawiam!

  2. Moim zdaniem bez weny się nie ruszy. Można wymyślić 10 szortów na kazdy temat, ale po co? Wystarczy jeden dobry, błyskotliwy szort. A do tego trzeba weny / natchnienia / czegośtam. Oczywiście, potrzeba też pracy. Każdy diament należy oszlifować, ale szlifowanie otoczaków nie nada im szlachetnego blasku…

    nie jestem pisarzem, ale dużo czytam. Chyba uczę się dostrzegać historie za którymi stoi coś więcej niż kupa wolnego czasu.

    • piootrek87
    • Sierpień 8th, 2011

    10 szortów na różny temat to nie tylko próba rozpisywania się, ale także dobre ćwiczenie na pobudzenie, poprawę kreatywności, a ta jest ważna w karierze pisarza :p

  3. I widzisz, Piotrek, to właśnie fakt, że jest to zjawisko niezrozumiałe dla Ciebie sprawia, że nie dokładnie rozumiesz… jak zresztą też nie rozumieją czasem wierzący w wenę.
    Pisanie… to dwa etapy. Jeden faza konceptu, drugi – tworzenia. I o ile w fazie konceptu wena jest niezbędna, to ona daje pomysł, coś nagle człowieka olśniewa, to w tej drugiej jest świetnie, jeśli takowa jest, ale wszystko zależy już od warsztatu. Prawie wszystko, bo jeśli Wena jest – zdarzają się częściej tzw. ,,rodzynki”. No i te nagłe pomysły w czasie pisania… ale to dalej idea, koncept, wena.
    Przynajmniej ja to tak rozumiem…

    • Piotr Dresler
    • Sierpień 10th, 2011

    Masz rację, nie rozumiem. Ja to co inni nazywają weną nazywam po prostu wyobraźnią. Jestem samolubem i nie dzielę się swoimi sukcesami z nikim, nawet z weną 😉
    Pisanie szortów ma na celu rozwinięcie wyobraźni tak, by nie trzeba było natchnienia. Na początku jest to męczące, ale w pewnym momencie natchnienie do pisania masz cały czas, bo wyobraźnia zalewa cię falą pomysłów. To tak jak z dobrze wyćwiczonym ciałem – gdy nie ćwiczysz podniesienie większego ciężaru od czasu do czasu jest dla ciebie wielkim sukcesem, gdy ćwiczysz podnosisz ten większy ciężar cały czas i wiesz, że niebawem będziesz podnosił jeszcze większy. Słaba analogia, ale jako tako oddaje mój tok myślenia.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: