Maciej Żytowiecki, „Mój prywatny demon”

Nie raz pisałem o tym, że posiadam prywatnego demona, czerpiącego radość z czytanych powieści kryminalnych oraz grozy, gdzie grubo ściele się trup, a detektywi są równie nonszalanccy i zmęczeni życiem jak on. Od dawna czekałem na powieść, w której odnajdzie wszystkie te elementy. On też. Dlatego nie zdziwił mnie wewnętrzny okrzyk radości po tym, jak rozpakowałem kopertę i moim oczom ukazał się „Mój prywatny demon” Macieja Żytowieckiego. Książka, na którą ostrzyłem sobie pazury od momentu, gdy mi o niej napisano.

Czekałem, czekałem, i wreszcie się doczekałem. Połknąłem ją w jednym kawałku, nie zostawiając nawet okruszka. Moje drugie ja uznało, że musimy śledzić dokonania autora, gdyż może nas jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczyć.

 

Maciej Żytowiecki przenosi czytelników do Chicago z lat 30-tych, które jest sparaliżowane strachem przed seryjnym mordercą, zabijającym kobiety lekkich obyczajów, a mówiąc bez ogródek – prostytutki. Zbrodnie są dodatkowo makabryczne, ponieważ oprawca wybija ofiarom zęby i pozostawia przy zwłokach naszyjnik wykonany z trzonowców poprzedniczki. Policja jest bezradna, dlatego do śledztwa zostaje skierowany detektyw Ezra. Twardy, aczkolwiek zmęczony życiem mężczyzna, który nawiedzany jest przez duchy przeszłości. Nie tylko przez duchy, bowiem słyszy w głowie głos; głos demona, a właściwie istoty z innego świata, która twierdzi, że złe duchy nie istnieją, lecz sama siebie określa „Awianem, przednim Tryskerem”.

Ezra jest świetnym przykładem zgorzkniałego, smutnego detektywa, do którego czytelnik jest w stanie zapałać wielką sympatią już od pierwszych stron książki, mimo że, muszę przyznać z bólem, lekko przynudzają. Nie przeszkadza to jednak w polubieniu głównego bohatera i jego tajemniczego towarzysza.

„Mój prywatny demon” to ciekawe połączenie kryminału i powieści grozy z odrobiną urban fantasy. Ciekawe i ryzykowne, gdyż z takich „misz maszów” często nic dobrego nie wychodzi. Jednak Maciej Żytowiecki stworzył z tego zestawienia powieść, która zasługuje na pochwałę, zwłaszcza że jest to jego debiut. Wydawnictwo Ifryt ma instynkt do początkujących pisarzy i czuję, że daleko zajdą, jeśli dalej będą tak działać.

Na uwagę zasługuje świetnie prowadzona przez Żytowieckiego narracja oraz dialogi, które nie raz sprawiły, że się uśmiechnąłem – raczej dziwnie wygląda dorosły facet szczerzący się do książki, przynajmniej miny domowników tak mi mówiły.

Powieść czyta się bardzo dobrze, napisana jest prostym, aczkolwiek obrazowym językiem, który sprawia, że łatwiej zagłębić się w akcję. A ta jest naprawdę zajmująca – sam nie zauważyłem, kiedy książka dobiegła końca i przewróciłem ostatnią stronę.

Z pewnością sięgnę po kolejny tekst Macieja Żytowieckiego, po „Moim prywatnym demonie” spodziewam się naprawdę dobrej literatury. Wydawnictwo Ifryt skupia u siebie coraz większą liczbę bardzo dobrze zapowiadających się twórców, dlatego warto ich obserwować. Ja będę czekał na kolejne dzieła z wielką niecierpliwością.

 

Korekta: Iga Pączek

Reklamy
    • Kazek
    • Sierpień 5th, 2011

    Fajna ta recenzja, aż się chce sięgnąć po „Mojego prywatnego demona” i przekonać się na własnej skórze, ile da człowiekowi satysfakcji 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: