Redakcja czyli redukcja

Na samym początku muszę zastrzec, że nie mam na celu pisania żadnego poradnika. Nic z tych rzeczy. Biorąc pod uwagę fakt, że czytając większość poradników w Internecie się po prostu śmieję z nich, byłoby to straszną hipokryzją z mojej strony. Zwłaszcza, że dzisiaj trafiłem na kolejny, który sprawił, że parsknąłem śmiechem na cały głos w środku Poznania, co raczej nie wyglądało zbyt dobrze.

Postanowiłem zrobić coś innego, a mianowicie opisać kilka znanych mi błędów popełnianych przez początkujących pisarzy. To jak użyjecie tej wiedzy jest tylko waszą sprawą.

Na pierwszy ogień pójdzie coś co mnie czasami doprowadzało do szewskiej pasji i zmuszało do działań których się brzydzę – przeskakiwania fragmentu tekstu. Mam na myśli przeładowanie opowiadania/powieści/tekstu informacjami w gruncie rzeczy zbędnymi. Często tak się dzieje, że pisząc coś nie zdajemy sobie sprawy z faktu, iż opisujemy – jak to ładnie określił pewien prezes, pewnej partii politycznej -„oczywistą oczywistość”. Lub po prostu się powtarzamy.

Przypomniała mi się reguła Norwida z utworu „Ad leones!” – „redakcja jest redukcją”. Zwłaszcza teraz, w XXI wieku te słowa nabierają znaczenia. Szybki styl życia, ciągła pogoń za czymś sprawia, że nie mamy na wszystko czasu. I tak, jak wynika z badań amerykańskich naukowców, przeciętny internauta poświęca na przeczytanie 100 słów około 4,5 sekundy. Czyli po prostu przelatuje przez tekst wzrokiem, skanuje go można, by rzec. Czy osoba czytająca książkę tak samo działa? Nie sądzę, tam są inne reguły – okładka posiada notę zachęcającą do przeczytania, streszczenie lub fragment powieści. To te czynniki decydują o kupnie książki, zaraz po okładce. Internet rządzi się jednak innymi prawami. Jednak redukcja przydaje się w obu przypadkach.

Zazwyczaj teksty osób, które rozpoczynają swoją historię z pisaniem wyglądają mniej więcej tak:

„Sięgnął po pudełko, w którym ukryty był rubin Azgharatu. Zrobił je mistrz zdobniczy z Deskomonius – jeden z ostatnich przedstawicieli rasy Magharów, ludzi ognia. Ludzie ci walczyli z Nagharem, monstrum zrodzonym z lodu i nienawiści bogów Khe do Magharów. Naghar wybił ich wszystkich używając swojej tajemnej techniki Kho do wyłapywania ich i zabijania. Mistrz, który zrobił ten kawałek metalu zmarł podczas wykańczania wieka.  Metaliczne pudełko łypało na niego raz po raz srebrnym okiem, które należało kiedyś do Naghara. Utracił je w walce z synem mistrza zdobniczego z Deskomonius – Malakhiem. To on namówił ojca do zrobienia tego pudełka o szerokości 17 centymetrów, wysokości 10 i długości 25 centymetrów. Wyciągnął z niego rubin i podarował go swojej ukochanej. Wyszli z pokoju w poszukiwaniu Gharuta. „

To tak na szybko napisane. Pełno w tym zbędnych informacji. Po redukcji powinno to wyglądać mniej więcej tak:

„Sięgnął po pudełko, w którym ukryty był rubin Azgharatu. Zrobił je mistrz zdobniczy z Deskomonius – jeden z ostatnich przedstawicieli rasy Magharów, ludzi ognia. Ludzie ci walczyli z Nagharem, monstrum zrodzonym z lodu i nienawiści bogów Khe do Magharów. Naghar wybił ich wszystkich używając swojej tajemnej techniki Kho do wyłapywania ich i zabijania. Mistrz, który zrobił ten kawałek metalu zmarł podczas wykańczania wieka.  Metaliczne pudełko łypało na niego raz po raz srebrnym okiem, które należało kiedyś do Naghara. Utracił je w walce z synem mistrza zdobniczego z Deskomonius – Malakhiem. To on namówił ojca do zrobienia tego pudełka o szerokości 17 centymetrów, wysokości 10 i długości 25 centymetrów. Wyciągnął go z niego rubin i podarował go swojej ukochanej. Wyszli z pokoju w poszukiwaniu Gharuta. „

Nie jest to najlepszy przykład, ale wydaje mi się, że dobrze obrazujący moją myśl. Nie warto tracić czasu na wymyślanie historii przedmiotów, które odgrywają poboczną rolę w powieści, w dodatku opisywać je z dokładnością do kilku milimetrów. Czytelnik w końcu uśnie, a jeśli nie to przynajmniej zapomni o czym dokładnie czyta gdyż zostanie zbity z tropu wątkami pobocznymi. Tak jak tutaj historią o mistrzu zdobniczym i jego rasie. Ważny był rubin przekazany komuś tam. Nie pudełko.

Innym przykładem może być stosowanie nadmiernej gorliwości w opisywaniu sytuacji, osób czy przedmiotów.

„Benek był facetem o krępej budowie ciała, bujnych wąsach zakrywających mu usta. Blond włosach posklejanych ze sobą zupełnie jakby nie mył ich od miesięcy. Ubrany był w zielony T-shirt z napisem „Jestem obibokiem” i w starte jeansy z plamami po oleju i trawie. Stał obok Zenona, który właśnie ruszył w kierunku Macieja. Machnął jeszcze na pożegnanie do Benka i zniknął w samochodzie. Ruszyliśmy jego śladem. Trzeba było sprawdzić czym teraz handluje Maciej.”

Tutaj zbędnie opisałem Benka, nie wiem czemu. Po prostu czułem, że powinienem. Kilka linijek wcześniej opisałbym Zenona i Macieja jeśli poszedłbym tym tropem. A tak wygląda ten fragment po redukcji.

Benek był facetem o krępej budowie ciała, bujnych wąsach zakrywających mu usta. Blond włosach posklejanych ze sobą zupełnie jakby nie mył ich od miesięcy. Ubrany był w zielony T-shirt z napisem „Jestem obibokiem” i w starte jeansy z plamami po oleju i trawie. Stał obok Zenona, który właśnie ruszył w kierunku Macieja. Machnął jeszcze na pożegnanie do Benka i zniknął w samochodzie. Ruszyliśmy jego śladem. Trzeba było sprawdzić czym teraz handluje Maciej.”

Na tym chyba zakończę na dzisiaj. Może coś jeszcze dopiszę do redukcji przy okazji kolejnego błędu.

Reklamy
  1. niby wszystko oczywiste, ale w praktyce umiejętność odróżnienia słowa na miejscu od słowa zbędnego jest tym, co odróżnia dobrych pisarzy od gorszych czy też początkujących. Na podstawie własnych skromnych doświadczeń i rozmów z pisarzami wydającymi książki zauważyłem, że występuje bardzo naturalna skłonność do pompowania tekstu. Chyba nawet Krycz wspominał kiedyś, że z każdą kolejną korektą ma ochotę coś dodać do już napisanego tekstu (ale de facto robi odwrotnie, czyli obcina). Sądzę, że dobrze ująłeś sens tego zagadnienia: lepiej mniej, ale ciekawiej. Dobrze jest nauczyć się nie cenić własnych słów ponad ich rzeczywistą wartość… ale jak to osiągnąć? Pewnie kupa ćwiczeń i konstruktywnych zderzeń z rzeczywistością 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: