Dni Fantastyki okiem Rednacza

Nie za często mam okazję bywać na konwentach, głównie ze względów zdrowotnych. W zeszłym roku udało mi się jednak wyrwać z mojej wybitnie nieliterackiej mieściny i pojechać na pierwszy w życiu konwent miłośników fantastyki (i nie tylko). Mowa o odbywających się we Wrocławiu Dniach Fantastyki. Poznałem wtedy wielu wspaniałych ludzi, nie tylko pisarzy, ale i czytelników Qfantu. Nie dziwi więc fakt, że na tegoroczną edycję wyczekiwałem z niecierpliwością. Modliłem się w duchu żeby nic nie popsuło mi szyków i żebym mógł choć na chwilę przyjechać do Wrocławia.

I udało się. Swoje bezpieczne dotarcie na DF zawdzięczam koleżance – Marcie „Pice” Góral, która zgodziła się w tym dniu pełnić rolę mojego przewodnika i dotrzymywać mi towarzystwa. Nie będę rozpisywał się o moim dojeździe na konwent, jednak wspomnę fakt wart pochwały – PKP i PKS były w tym dniu niebywale punktualne! Tak punktualne, że nie miałem czasu napić się kawy z mojej ulubionej kawiarni w Opolu i musiałem zrobić to dopiero we Wrocławiu – pociąg przyjechał nienaturalnie szybko. Wprawiło mnie to w niezły szok, zwłaszcza po ostatnich kilkugodzinnych spóźnieniach pociągów i autobusów, które mnie spotkały.

Na Dni Fantastyki trafiłem w sobotę, drugi dzień konwentu. Ciekawych spotkań i preelekcji było tak wiele, że nie wiedziałem na co iść. Z Martą zdecydowaliśmy zacząć od „Od krowiego wymienia do tyłka szatana czyli krótki przegląd zbrodni czarownic” prezentację prowadzoną przez Milenę Wójtowicz. Można się było na niej dowiedzieć kilku interesujących faktów z historii walk z czarownicami, na przykład jak rzucano urok, jak przeprowadzano procesy z potencjalnymi czarownicami i jakie pytania w jego czasie zadawano. Bardzo przydatne informacji dla osób pragnących napisać jakiś tekst z czarownicami w tle.

Po tej prezentacji z dobrym humorem ruszyliśmy na spotkanie z Łukaszem Śmiglem, które odbywało się w podziemiach zamku. Przyszliśmy na nie nieco spóźnieni i nie było już żadnego miejsca siedzącego. Nie przejęliśmy sie za bardzo tym faktem i stanęliśmy z tyłu. Ja oparłem się o ladę i nonszalancko popijałem kawę, którą dobrze, ze szybko skończyłem, bo chwilami było tak zabawnie, że z pewnością oplułbym nią osoby siedzące przede mną. Łukasz Śmigiel opowiadał między innymi o swoich powieściach, planach na przyszłość i procesie twórczym – opisanie wszystkiego jest rzeczą niemożliwą gdyż informacji było tak wiele, że nie dałem rady zapamiętać wszystkiego. Kilka rzeczy jednak szczególnie zapadło mi w pamięć. Jedną z nich jest zapowiedź powieści pisanej z Sebastianem Zakrzewskim (którego miałem okazję poznać, ale o tym później) o tajemniczym tytule „Cmentarzysko”. Powieść zapowiadana jest już od jakiegoś czasu i pojawiły się już pogłoski, że są osoby, które ją czytały. No dobra żartuję, ale nie byłoby ciekawie gdyby powieść obrosła taką legendą przed jej wydaniem?

Interesującą wiadomością jest pojawienie się kontynuacji pierwszej powieści autora „Decathexis” i sposób jej dystrybucji – ma być dostępna przez internet w każdym możliwym formacie i sprzedawana za pomocą smsa rozdział po rozdziale. Ciekawe jak się sprawdzi.

Pojawiło się również sporo rad dla początkujących twórców, co prawda Łukasz mówił o swoim sposobie tworzenia, jednak jako twórca muszę powiedzieć, ze warto odnieść to do pisania własnych tekstów. Śmigiel podkreślał wagę researchu podając przy tym ile czasu zajęło mu przygotowanie się do napisania poszczególnych opowiadań ze zbioru „Mordercy”. Pojawiło się przy okazji kilka ciekawych anegdot. Z początku było dosyć cicho lecz szybko ta cisza została przerwana przez moja przewodniczkę, która rozpoczęła rozmowę z Łukaszem o cenie książek na Amazonie.

Choć spotkanie trwało godzinę to nikt nie zauważył kiedy dobiegło końca i trzeba było opuścić salę. Zanim to jednak nastąpiło Łukasz rozdał kilka książek i płyt ze swoim słuchowiskiem. Chwilę poczekałem aż pierwsze osoby żądne autografu zdobędą to po co przyszły i podszedłem po podpis na „Mordercach”, których komuś ofiaruję. Podpis znalazł się również na opakowaniu pióra, które jest nagrodą specjalna na Horyzontach Wyobraźni ode mnie. Zamieniliśmy z Łukaszem kilka słów i rozeszliśmy się.

Po chwili jednak wpadliśmy na siebie na schodach. Po krótkiej rozmowie Łukasz zaoferował pomoc w zrealizowaniu tejemniczego planu związanego z Horyzontami Wyobraźni. Tak poznałem Sebastiana Zakrzewskiego, który tego dnia krążył po zamku z kamerą. Po krótkiej rozmowie w większym gronie przy stoliku, która obfitowała w sporą dawką śmiechu poszedłem na spotkanie z Łukaszem Orbitowskim, Robertem Cichowlasem, Stefanem Dardą i Jakubem Żulczykiem.

Muszę sie przyznać, ze nie byłem na całym spotkaniu gdyż wychodziłem kilka razy po kawę i w poszukiwaniu Kazmierza Kyrcza Jr., i Dawida Kaina, których niestety nie spotkałem. Spotkanie wcześniej wymienionych autorów obracało się wokół pytań o polski horror – jak wygląda i czy w ogóle można mówić o takim tworze. W pewnym sensie Łukasz Orbitowski zdominował spotkanie, jednak reszta autorów miała również dużo ciekawych rzeczy do przekazania. Robert Cichowlas wspomniał, co jest bardzo ważne, o błedach popełnianych przez początkujących pisarzy w momencie przesyłania tekstów do wydawnictw – głównym jest złe określanie gatunku, a właściwie gatunków gdyż jak się okazało wiele osób próbuje zrobić ze swojej powieści grozy powieść z elementami pcychologicznymi i obyczajowymi z dodatkiem kryminału. Gdy są one po prostu powieściami grozy.

Jednak nie tylko o horrorze rozmawiano, a i o ofertach, które otrzymują niektórzy autorzy. Od pisania scenariuszy po naukę pisania ksiażek. Niektóre z nich były tak śmieszne, że można było w całym zamku usłyszeć śmiech zebranych.

Oczywiście po spotkaniu „zaatakowałem” Stefana Dardę żeby podpisał książki, które ze sobą przywiozłem. Zabawnie było jak Stefan siedział przy biurku, przed którym była kolejka po podpisy, a za nami pakowała się już kolejna grupka na inne spotkanie, a jego długopis odmówił posłuszeństwa.

Po tych kilku chwilach wyszliśmy ze Stefanem i moją przewodniczką pogadać. Wreszcie mieliśmy okazję do poznania się i porozmawiania osobiście. Stefan również dołączył do mojego diabelskiego planu i wraz z Łukaszem Śmiglem, Sebastianem Zakrzewskim i kamerą udaliśmy się w pobliże Lorda Vadera zbudowanego z Lego. Po co? Niebawem zobaczycie.

Zrobiwszy co mieliśmy do zrobienia wróciliśmy przed zamek i usiedliśmy przy stolikach popijając zimne napje. Niedługo potem dosiadł się do nas Marcin Rusnak laureat pierwszej edycji Horyzontów Wyobraźni i w takim gronie porozmawialiśmy o planach wydawniczych Stefana, o konkursie HW oraz o Qfancie. Rozmowa nie trwała jednak długo gdyż musiałem się powoli zbierać żeby dojechać jakoś do domu.

Podróż powrotna minęła mi pod znakiem kawy i bluesa płynącego ze słuchawek.


Advertisements
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: