A u nas bez zmian

Pisząc dzisiaj wstępniaka do kolejnego numeru Qfantu zacząłem się zastanawiać nad pewną kwestią. Forma wstępniaka i ograniczenie w jego długości nie pozwoliły mi na rozwinięcie myśli, więc postanowiłem zrobić to tutaj. Zresztą pozwolę sobie zacytować swojego redakcyjnego kolegę: „Bądźmy szczerzy, kto czytuje wstępniaki?”.

Do rzeczy. Szumnie w mediach było ostatnio o wizycie prezydenta USA Baracka Obamy w Polsce. Głośno również było i wciąż jest o prezencie, który otrzymał od premiera Donalda Tuska. Między innymi dostał grę Wiedźmin 2 stworzoną przez CD Projekt, oraz IPada z filmami Bagińskiego i e-bookami Andrzeja Sapkowskiego. Co mnie w tym uderzyło? Kilka rzeczy. Wreszcie politycy dostrzegli siłę tkwiącą w rodzimej literaturze. Sapkowski zresztą jest już za granicą rozpoznawany. Głównie za sprawą projektu CD Projekt czyli gry Wiedźmin.

Nie rozumiem jednak czemu Obama otrzymał IPada. Przecież Polacy nie gęsi i swój tablet mają. Czy naprawdę nikt w rządzie nie słyszał o wrocławskiej firmie Trak Electronics? Przecież z tego co wiem jest firma zajmująca się tworzeniem spersonalizowanych netbooków i nawet jeden posiada Waldemar Pawlak (chyba firma ICom, ale pewny nie jestem). Skoro nie wiedzieli o tabletach mogli chociaż zamiast IPada dać netbooka. Jeśli już chwalimy się Polską to róbmy to z fajerwerkami i całą pompą.

Zastanawia mnie czym kierował się premier dodając do puli prezentów Wiedźmina 2. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić teraz Obamę żeby przez kilka nocy zacinał w tę grę? Osama nie żyje, więc może…

Można już usłyszeć głosy, że ofiarowanie książek Sapkowskiego Obamie poprawi obraz naszej literatury za granicą, a w szczególności w USA. Nie wiem tylko w jaki sposób. Może gdyby Obama powiedział, że przeczytał sagę o Wiedźminie i chce więcej powieści Sapkowskiego to może, by to coś zmieniło. Jednak sam fakt ofiarowania takiego prezentu nie robi żadnej różnicy.

Kiedyś próbowano rozsławić Polskę dzięki nazwisku Lem. Co się zmieniło od tamtego czasu? Jedynie nazwisko. Dalej na zachodzie mało wiedzą o naszej prozie. Nadal tłumaczenia na inne języki naszych dzieł to marzenie. Ciekawe kiedy się to zmieni. Można dywagować, ale mało kto zbliży się do prawdy choć o milimetr.

Reklamy
    • padapada
    • Czerwiec 2nd, 2011

    Na inne języki nas tłumaczą i to często, tylko nie na upragniony przez autorów angielski.

    • Piotr Dresler
    • Czerwiec 3rd, 2011

    Tłumaczą, tłumaczą a jakże, ale na 10 pisarzy, których znam tylko dwóch ma na koncie wydanie książki w innym kraju. Więc dalej nie jest tak jak być może w tej materii. Szkoda, bo naprawdę mamy czym się szczycić. Jest tyle nazwisk, które mogą zaistnieć na innych rynkach wydawniczych, ale nie zaistniały, że aż głowa boli.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: