Łukasz Śmigiel, „Mordercy”

Nie jestem sam. Jest nas dwóch. Ja i moje alter ego. Piotrek i Weber. Gdy ten pierwszy kocha spokój, ten drugi lubuje się w grozie. Często pozwalam mojemu alter ego rozsiąść się wygodnie na fotelu z książką w ręce – jednak nie pozwalam mu na rozpasanie się i szaleństwa, wystarczy już na tym świecie morderców. Dlatego popieram słowa Łukasza Śmigla: „Czytaj, nie zabijaj”. Śmigiel pisze, a nie zabija, i to mi się podoba. Daje pożywkę dla takich jak ja. Od jakiegoś czasu czułem, jak ten drugi rzuca się w moim umyśle jak w klatce, szukając okazji, by się wyżyć. Musiałem szybko znaleźć coś, co zaspokoi jego chore żądze. Postanowiłem sięgnąć po zbiór opowiadań właśnie Łukasza Śmigla pod tytułem „Mordercy”.

Łukasza Śmigla nie trzeba nikomu przedstawiać. Wszyscy fani grozy znają tego młodego aczkolwiek bardzo płodnego pisarza. Osobiście nie miałem jak dotąd okazji czytać dłuższych form autorstwa Śmigla. Króciutkiego opowiadania w antologii „Mogliby kogoś zabić” nawet nie wspomnę. Dlatego z dużym zainteresowaniem zasiadłem do lektury. Mój mroczny pasażer aż szalał z radości. 

Zbiór otwiera opowiadanie „Kozioł ofiarny”, które jest według mnie jednym z przyjemniejszych opowiadań zawartych w „Mordercach”. Łukasz świetnie wykorzystał tutaj koncepcję francuskiego historyka i antropologa filozoficznego Rene Girada dotyczące pojęcia „kozła ofiarnego”. Nie zdradzę o tym opowiadaniu ani słowa więcej. Nie chcę nikomu popsuć frajdy z czytania. Znam osoby, które zbiorów opowiadań nigdy nie zaczynają od pierwszego opowiadania, sam czasem tak robię, ale w tym przypadku warto rozpocząć swoją przygodę z „Mordercami” właśnie od „Kozła ofiarnego”.

Streszczenie wszystkich opowiadań jest raczej bezsensowne, więc skupię się na kilku, które najbardziej przypadły mi do gustu. Mnie i mojemu towarzyszowi.

Naprawdę świetnym kawałem literackiej roboty jest „Opowieść wigilijna”, opowiadanie, które trafiło w moje ulubione klimaty. Wigilia Bożego Narodzenia nie należy do moich ulubionych świąt, więc uwielbiam czytać teksty grozy, których akcja jest osadzona właśnie w tym dniu. Postać Knechta Ruprechta jest tym, co tygryski lubią najbardziej. „Opowieść wigilijna” to dowód, że ze świąt można jeszcze coś wycisnąć – a myślałem, że już wszystko na ten temat czytałem. Pojawiające się demony, Mikołaj alkoholik i morderca oraz zombie są niczym w porównaniu z tym, co zaprezentował nam Śmigiel. Czytając ten tekst, prawie czułem, jak mój mroczny pasażer szczerzy kły w demonicznym uśmiechu. Opowiadanie można streścić w kilku słowach: „nieoczekiwana zmiana miejsc”.

Czytając ten zbiór trzynastu opowiadań, miałem nieodparte skojarzenia z albumem The Doors wydanym w 1970 roku. Czemu akurat z nim? Dlatego że zarówno „L.A. Woman”, jak i „Mordercy” mają niepowtarzalny klimat. Piosenka „Riders on the Storm” mogłaby służyć jako preludium do ścieżki dźwiękowej dla „Morderców”.

Czy ktoś z was w dzieciństwie powtarzał tak jak Łukasz Śmigiel: „raz… dwa… trzy… Wypadam z głupiej gry”? Tak? Więc może nie czytajcie „Śledztwa”, opowiadania z seryjnym mordercą w tle. Ale to nie obecność seryjnego mordercy jest w nim najstraszniejsza. „Śledztwo” pokazuje nam, że zło czai się w każdym z nas, nawet w tych, którzy mają stać na straży porządku i sprawiedliwości. Agent FBI Trent jest tego doskonałym dowodem. Gdy kiedyś spotkacie stróża prawa na swojej drodze, spójrzcie mu w oczy i zastanówcie się, czy gdzieś tam w ukryciu nie siedzi przypadkiem demon. A może sami jesteście stróżami prawa? Spójrzcie więc w lustro. Nie bójcie się tego, co tam ujrzycie.

„Mordercy” to zdecydowanie jeden z bardziej udanych zbiorów opowiadań jednego autora, jaki było mi dane czytać. Nie wszyscy lubią krótkie formy, ale wielu – jak sam autor i ja – odczuwa do nich sentyment. Sztuką jest zamknąć opowieść w kilku stronach, ale jeszcze większym wyzwaniem jest sprawić, by była to historia opowiedziana od początku do końca. Niewielu tak potrafi. Łukaszowi Śmiglowi się udało. Czuję, że nie jest to ostatni raz, gdy spotykam się z prozą tego pana. Mój mroczny pasażer jest zadowolony z tego spotkania, więc nie odmówię mu kolejnych. Mam nadzieję, że kolejne nastąpi już niebawem.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

Advertisements
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: