Gwałcę teksty

Kilka razy w swoim życiu usłyszałem, że jestem zbyt wymagający w recenzowaniu opowiadań. Jeżeli na przykład ocenię jakiś tekst na mocne cztery w skali od jednego do dziesięciu to utarło się w moim otoczeniu, że w rzeczywistości tekst musi być porządną szóstką. Nie wiem dlaczego tak jest. W stosunku do własnych utworów jestem jeszcze bardziej krytyczny. Kiedyś, w czasach gdy kochałem pisać, pewien pisarz, którego bardzo cenię powiedział o moim opowiadaniu, że jest bardzo obiecujące. Ja do tej pory uważam, że się mylił, że ten tekst to absolutna pomyłka w moim dorobku – jakkolwiek mały, by on nie był.

Niektórych może razić więc moje podejście do oceniania innych. Podobno mierzymy innych tą samą miarą, którą odnosimy do siebie. Coś w tym jest. Pamiętam, że kiedyś w jednym z artykułów (nie wiem czy go gdzieś publikowałem) napisałem, że najgorszą dla mnie częścią pisania jest redakcja tekstu. Sprawdzając opowiadanie i poprawiając je staję się chamski i bezlitosny dla własnej głupoty i niedbałości o szczegóły. Stąd czasem komentując opowiadania innych początkujących pisarzy zdarzało mi się przybierać maskę tego złego. Wychodziłem z błędnego przekonania, że każdy jak ja chce się uczyć i ważne jest szczegółowe wypisanie błędów. Niestety się myliłem. Gdy ja gwałcę własne teksty inni wolą żeby ich opowiadania zaproszono na randkę do drogiej restauracji, traktowano jak damę. Tego nie potrafię robić. Właściwie to się tego uczę w mękach, bo czy można wyrzec się bycia sobą bez bólu?

Świetnie rozumiem, co czuje autor gdy pisząc wyrywa cząstkę siebie, a ona później jest deptana przez anonimową osobę w Internecie. Ba, wiem czym to grozi. Sprawia w pewnym momencie, że autor dławi się kawałkami komentarza krytyka i wypluwa je okraszając sporą dawką gorzkiego jadu. Tak bywa. Małej ilości autorów udaje się w takim momencie zacisnąć zęby i iść dalej przed siebie. W pisaniu poza pokorą potrzebna jest pewna doza pewności siebie. Co prawda przesadna pewność siebie może przeszkadzać, ale to skrajny przypadek.

Trzeba na starcie stwierdzić jeden niepodważalny fakt – człowiek jest narcyzem i egoistą z natury. Ja tego nie ukrywam. Jestem nim. Lubię czytać i jeśli widzę, że coś jest źle to uważam, że powinienem o tym napisać. Nic więcej. Jaki ma to związek z egoizmem i narcyzmem? W swoich opiniach często nie patrzę na uczucia autora. Dobrze więc, że jednym autorem, którego teksty komentuję w tym momencie jestem ja sam. Mogę sobie pozwolić na swobodę wypowiedzi bez zbędnych skrupułów. Osoby znające mnie osobiście wiedzą jak ostry potrafię być dla siebie.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Żeby zachęcić was do większego krytycyzmu względem własnych opowiadań. Jeżeli dziewięćdziesiąt procent czytelników ocenia opowiadanie źle to wiedzcie, że coś się dzieje – że tak sparafrazuję pewnego klechę. Odrobina krytyki wobec własnych tworów wam nie zaszkodzi a jedynie pomoże. Mnie pomogło. Mógłbym zażartować i napisać, że odkrywszy w sobie talent wbrew logice podzielę się moimi opowiadaniami ze światem, a on będzie musiał porażony ich pięknem chylić czoła wielkiemu artyście jakim jestem. Tak jednak nie będzie, póki co nie odczuwam przemożnej chęci wydawania, mam wiele innych priorytetów. Jednym z nich jest rozkręcenie własnej firmy. Póki co w domowym zaciszu gwałcę teksty, które do tej pory napisałem.

Reklamy
    • Thana
    • Maj 31st, 2011

    Oj, brzydactwa tu Waść opowiadasz. Gwałt się gwałtem odciska, przynosi upokorzenie i ból. Tekstów nie należy gwałcić. Teksty są jak dzieci – potrzebują uwagi i mądrej miłości. Mądrej, czyli takiej, która umie stawiać granice. Głupia, cielęca miłość i gwałt – to dwie strony tego samego medalu – jedno i drugie przynosi szkody. Swoje (a czasem i cudze) teksty trzeba mądrze kochać, szanować, stawiać im wymagania i wyprowadzić je „na ludzi”.

      • Piotr Dresler
      • Maj 31st, 2011

      Nie będę się kłócił, choć polityka miłości jest zupełnie nie w moim stylu. Podobnie jak traktowanie ich jak dzieci. Albo się pisze albo się teksty kocha.

    • Sign
    • Maj 31st, 2011

    Do pewnego stopnia się zgadzam. Z moich własnych, czysto amatorskich, ale dość bogatych doświadczeń wynika jeden jasny wniosek: porządna krytyka jest więcej warta niż morze pochwał. Może nie od razu gwałcenie tekstów, ale zglanowanie ich w sposób konkretny i w miarę możliwości kompetentny – jak najbardziej. Głaskanie po główce czy samozachwyt nad opowiadaniem nie przyniesie niczego poza lepszym humorem i szybkim powinięciem się nogi. Z kolei każda opinia, w której wytknięty jest ten czy inny błąd (lub też, co bardziej prawdopodobne, cała ich masa) jest solidnym kopniakiem w kierunku pracy nad jakością tekstu. Bez tego rodzaju motywacyjnego ciosu w brzuch autor może nie zauważyć poważnych niedoróbek w opowiadaniu czy czym tam jeszcze. W każdym razie: opinie bardzo/cholernie surowe mają wartość praktyczną. Uczą. Opinie stuprocentowo pozytywne, owszem, wywołują uśmiech i lekkość, ale to bywa niebezpieczne. I jedno, i drugie jest potrzebne… A jeśli tekst zasłuży, to i tak zostanie odpowiednio doceniony, nawet przez najbardziej sadystycznego krytyka.

    • Thana
    • Maj 31st, 2011

    Pokłóć się, pokłóć! 🙂 Bez wymiany poglądów nie ma mądrości, nie ma drogi naprzód, jest zatęchła studnia własnego „ego” jedynie.
    Dlaczego albo się kocha, albo pisze? Czemu jedno drugiemu miałoby przeszkadzać? Czyżby wynikało z tego, że pisać należy z nienawiścią? W mękach tworzyć i w cierpieniu – tylko tak warto? Po cholerę?
    Ach, i jeszcze… dlaczego tak łatwo utożsamiamy miłość z głaskaniem po głowie? I co to jest, według Ciebie, „polityka miłości”?

    • Piotr Dresler
    • Czerwiec 1st, 2011

    Widzę, że nie do końca się rozumiemy. Ja piszę o redagowaniu, poprawianiu tekstów, nie o samym pisaniu. Niech każdy pisze jak chce. I redaguje podobnie. Mnie nie pociąga traktowanie opowiadań jak dzieci, bo takie podejście mnie przeraża. Ja jestem zimnym draniem i każdy tekst, który napisałem mogę od razu wyrzucić do kosza bez mrugnięcia okiem. Jeżeli ktoś przy korekcie powie „wytnij te 20 zdań, bo są do niczego”, a nie zmieni to mojego obrazu utworu to to zrobię. Kochający swój tekst twórca się zastanowi, bo przecież to jego dziecko. Stawiajmy wymagania, ale nie chowajmy się za zasłoną miłości. Preferuję rzemieślnicze podejście do tekstów – gdy rozbiję jeden garnek to czy zawali się świat? A gdy ktoś traktujący opowiadania jak dzieci straci jedno z nich lub ktoś je skrzywdzi to co się stanie?

    • Thana
    • Czerwiec 2nd, 2011

    Aha. Rzeczywiście się nie zrozumieliśmy. Ja pisałam o mądrej miłości – takiej, która stawia wymagania, wspiera w rozwoju, pcha do przodu. Nie o takiej, która rozpieszcza. Jeśli rozpuścimy dziecko, zrobimy mu krzywdę. Jeśli podejdziemy do tekstu całkiem bezkrytycznie, zrobimy mu krzywdę. Tu się zgadzam.

    Zauważyłam jednak, że zapanowała dziwaczna moda na masochizm, na głoszenie, jak to się lubi i ceni bycie kopanym. Jak to się znosi owe kopniaki bez najmniejszego mrugnięcia. Jakie to dobre i zdrowe. Przypomina mi to wypowiedzi ludzi bitych w dzieciństwie: „ojciec mnie lał pasem i dlatego wyrosłem na ludzi”. To jest trochę żałosne – brzmi jak rozpaczliwa asekuracja: „Och, żeby tylko ktoś nie pomyślał, że lubię to, co robię, że jest to dla mnie ważne, bo jeszcze wyjdę na grafomana”. A to nie tak. Nie dlatego „wyrastamy na ludzi”, że nas lano pasem, tylko pomimo tego. Niektórym lanym się od tego w głowie przewraca i wydaje im się, że porządny człowiek, to taki, który leje. Nieprawda. Krytycy bywają durni, redaktorzy też. Czasem trzeba bronić własnej twórczości. Twórca nie powinien być zbyt pokorny, bo to niszczy kreatywność. Kto jest wyłącznie chwalony, nie rozwinie się, jak rozwydrzone dziecko. Kto jest wyłącznie krytykowany, także się nie rozwinie, jak dziecko zastraszone. Trzeba działać w sposób wyważony – dla dobra każdego pojedynczego tekstu i całościowego rozwoju twórcy. Dobry krytyk, dobry redaktor działa właśnie tak – widzi zło, ale widzi też dobro i wie, co zrobić, żeby ingerencja wyszła tekstowi, autorowi na zdrowie. Analogicznie – dobry nauczyciel wie, jak postępować z dzieckiem, zły – będzie je tylko lał. A ofiary przemocy pokornie podziękują i pocałują w rączkę…

    Na domiar złego mamy teraz jeszcze modę na taki naiwny pozytywizm: „ach, ach, tylko pokora, nadstawianie tyłka do kopania, ciężka praca… i dzięki temu zostanę cenionym pisarzem”. Guzik prawda. Na taki sukces składa się wiele czynników: talent, praca, szczęście, okoliczności. Możesz być genialny, ciężko pracować i po prostu nie trafić w swój czas – historia zna takie przypadki. Możesz ciężko pracować, ale tej iskry talentu zabraknie i po latach owej ciężkiej pracy popełnisz powieść co najwyżej przeciętną… Uważam, że nie warto się poświęcać. Warto pracować, jeżeli ta praca przynosi nam radość. Ale znosić upokorzenia w imię jakiegoś wyimaginowanego sukcesu, który może kiedyś tam przyjdzie, a może nie? Najprawdopodobniej nie? Bez sensu.

    • Piotr Dresler
    • Czerwiec 2nd, 2011

    Powiedz mi Thano czym różni się Twoja „mądra miłość” od mojego „gwałcenia tekstów” oprócz nazewnictwa? Ty stawiasz wymagania, pchasz do przodu, ja podaję listę błędów z propozycją naprawy ich i wystrzegania na przyszłość. Oba sposoby prowadzą do tego samego – rozwoju autora. Mój jest mniej przyjemny, bo jestem szczery? Czemu szczerość w tych czasach jest utożsamiana z grubiaństwem i chamstwem? Nie jestem szczery do bólu, bo wiem, że niektóre słowa mogą krzywdzić. To mnie stawia w tym samym punkcie z masochistami i ludźmi głoszącymi idee, że kopanie się jest zdrowe?

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: