Trzeba było zastrzelić artystę

Postawili nas pod ścianą ustawiając w równym rzędzie. Każdemu przewiązano oczy opaską. Chyba tylko po to żeby nie widzieć w nich pogardy, bo na strach nie mogli liczyć. Wokół unosił się smród potu i fekaliów. O dziwo nie pochodził od nas. Nie pozwolono nam długo czekać na koniec tej farsy. Rozległ się dźwięk zamków karabinów. Zamarłem czekając na nieuniknione. Nie byłem artystą, musiałem umrzeć. W imię sztuki.

Dobra, przesadzam z tym patosem, ale czasem tak się czuję gdy widzę, co wyprawiają dzisiejsi artyści. Nie darzę ich szacunkiem i nie staram się tego ukryć. Wszystko przez coś, co  mnie bardzo boli. Traktują literaturę jak dziwkę. Nie warto owijać w bawełnę i szukać na siłę jakiegoś innego sformułowania. Sami tak o niej mówią, więc czemu ja nie mogę?

Chowają się za hasłem „Eviva l’arte!” wypaczając pojęcie sztuki do granic możliwości. Powiedzcie mi jak chorym trzeba być, by zagłodzić psa i pokazywać go w galerii określając mianem „sztuki”? Jak chorym trzeba być, by zgodzić się na wystawienie tego w galerii? Jak zwichrowaną psychikę trzeba mieć, by się temu spokojnie przyglądać i dyskutować o sztuce?

Teraz artysta, by istnieć musi szokować, łamać wszystkie normy i obyczaje. Ważna jest sztuka. Sztuka dla sztuki! To co jest dziwne i obrazoburcze jest „trendy”, a bycie trendy to bycie artystą. Pamiętacie zapuszkowane ekskrementy pewnego artysty? Teraz każdy chce je mieć w swoim domu. Puszka podpisana w kilku językach „Gówno artysty” leżąca nad kominkiem to znak, że się człowiek zna na sztuce. Jeśli ktoś chce mieć coś takiego u siebie musi się śpieszyć gdyż część tych „cudeniek” nie wytrzymała próby czasu i po prostu eksplodowała.

Jednak to dwa skrajne przypadki w dodatku w ogóle nie związane z literaturą. Więc czemu się tak oburzam gdy ktoś powie, że jestem artystą? Pamiętam jak kilka miesięcy temu miałem, wątpliwą, przyjemność rozmawiać z pewnym osobnikiem, który twierdził, że nienawidzi literatury. To jeden z tych określających ją mianem „dziwki”. Spytałem go więc czemu pisze? Czemu traci czas na robienie czegoś czego tak bardzo nienawidzi i czym gardzi? Odpowiedział, że musi.  Poczym wrzucił na pewne forum kolejny swój tekst, w którym nie używał ani wielkich liter, ani znaków interpunkcyjnych, ani zasad ortografii. Tak walczył o nieśmiertelność wierząc, że jest jednym z tych niedocenionych za życia, któremu przyszłe pokolenia będą stawiały pomniki.

Nie oceniam ludzi i nie zabraniam nikomu pisać, ale nie chcę żeby porównywano mnie z kimś, kto poszanowanie do języka pisanego ma w czterech literach. Sam nie jestem doskonały, nie znam wszystkich zasad interpunkcji, popełniam błędy stylistyczne i wiele innych, ale staram się pisać tak, by być ogólnie zrozumianym. Zresztą nie pojmuję zamykania literatury w takich granicach jak: „Utwór literacki musi mieć 1001 znaków. Nie więcej, nie mniej”. Dla mnie są to totalne bzdury. Takie reguły powstają chyba tylko po to, by szokować i wzbudzać kontrowersje. Nie wierzę, że sam autor je stosuje.

To co kiedyś było esencją bycia artystą odeszło w zapomnienie. Ludzie wrażliwi tworzący prawdziwą sztukę wrzucani są do jednego worka z wyżej wymienionymi osobnikami. Dla mnie nie ma w tym za grosz artyzmu, jedynie głupota i brak wrażliwości. Sztuka umiera zabijana każdego dnia przez artystów przez małe „a”. Tych pisanych przez wielkie zostało niewielu. Niestety.

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: