S. A. Swann, „Wilczy amulet”

Minęło zaledwie pół roku, od kiedy pierwszy raz wzruszyłem się, czytając „Wilczy miot” S. A. Swanna. I nie wstydzę się tego. Od tej powieści zaczęły się moje kontakty z powieściami, które jak dotąd nie zwracały na siebie mojej uwagi. Zacząłem czytywać książki z wątkami romantycznymi, a nawet te określane mianem „literatury kobiecej” – jednak tylko wtedy, gdy zawierały się w gatunkach, które lubię.

I tak z niekłamaną przyjemnością powróciłem do losów Krzyżaków walczących z wilkołakami na terenach dawnych Prus, a w tej części dylogii – także i Mazowsza. Przyznam, że nie spodziewałem się, że Swann zrobi aż taki skok w czasie i osadzi akcję „Wilczego amuletu” sto lat po wydarzeniach „Wilczego miotu”. Miałem małą nadzieję na kontynuację losów Uldolfa i Lilii. Autor dał nam jednak zupełnie nowych bohaterów: brata Jozefa, wieśniaczkę Marię oraz Dariena – wilkołaka szczerze nienawidzącego ludzi.

W ciągu tych stu lat Krzyżacy zmienili swoje nastawienie do wilkołaków i utworzyli zastęp tak zwanych wolfjegrów – łowców mających na celu odnajdywanie i mordowanie bestii, które obróciły się przeciwko swoim panom. Poznajemy ich już na samym początku powieści, i to tropiących jednego z przedstawicieli wilkołaków. W pogoni za nim zapuszczają się na ziemie polskie, gdzie w jednej z pobliskich fortec szukają pomocy po tym, jak zostają zaatakowani przez diabelski pomiot. Poturbowani przez wilczy miot nie zdradzają celu swojego wtargnięcia na ziemie sąsiada, gdyż wiąże ich tajemnica, z której może ich zwolnić jedynie przedstawiciel Kościoła, co najmniej biskup – i taki też zostaje wezwany do tego grodu.

Swann trzyma poziom, który osiągnął przy poprzedniej powieści, i sprawnie łączy historię z fantastyką sprawiając, że jego opowieść czyta się naprawdę dobrze. Tak jak w „Wilczym miocie”, w „Wilczym amulecie” mamy do czynienia z zakazaną miłością między dwoma rasami występującymi w książce. Zakończenie też jest podobne. Jeśli ktoś czytał poprzednią część, wie, o czym mówię.

Szkoda, że jest to ostatnia część dylogii o Krzyżakach i wilkołakach. Mam nadzieję, że autor zdecyduje się na powrót do tego uniwersum i już niebawem będę trzymał kolejną powieść o „wilczym miocie”.

Przyznam, że romantyczność dylogii mnie trochę przerażała. Jestem zwolennikiem twardej, męskiej powieści, a nie tej sprawiającej, że nie wiem, czy wziąć chusteczkę i ukryć wzruszenie, czy przestać czytać. No dobra, przesadzam z tym wzruszeniem, ale Swann zrobił to, co udaje się naprawdę niewielu – połączył historię, fantastykę i romans w taki sposób, że zwolennicy każdego z tych gatunków mogą sięgnąć po powieść bez obaw, że się zawiodą. Ba, nawet znajdą powód, by sięgnąć po inne książki zawierające się w tych gatunkach. Ja tak zrobiłem. To jest największy sukces autora.

Do tej pory myślałem, że o wampirach i wilkołakach napisano już wszystko i nikomu nie uda się podejść do tego tematu w świeży i interesujący sposób. Dylogia Swanna jest dowodem na to, że się myliłem. Nie wstydzę się tego. Jest zupełnie odwrotnie – cieszę się, że trafiłem na tę powieść, tak jak cieszyłem się po lekturze „Wilczego miotu”.

Pewne jest to, że Swann zagości na dłużej wśród pisarzy, po których powieści będę chętnie sięgał. Jeśli inne jego dzieła są podobne do tych dwóch, nie potrzeba innej reklamy.

Korekta: Aleksandra Żurek

Advertisements
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: