Jak pisać czyli o poradnikach słów kilka. Cz. 3

Zachęcony jednym z komentarzy Thany z pierwszej części artykułu postanowiłem sobie zadać pytanie, które zapewne zadaje sobie każdy początkujący pisarz. Brzmiało ono mniej więcej tak: „Jak napisać powieść żeby czytelnik postanowił po nią sięgnąć?”. Po dłuższym rozmyślaniu  postanowiłem spytać o radę nieocenionego wujka Google. Znalazłem multum poradników mówiących o tym jak wydać powieść żeby przypadła do gustu czytelnikom, jak wybrać chwytliwy tytuł czy jak napisać horror żeby był straszny.

Na ostatnim się zatrzymałem. Pomyślałem sobie – To musi być to. Strzał w dziesiątkę. Teraz nic już nie uchroni rynku wydawniczego przed moją powieścią. Darda, Skowroński czy Pilipiuk nie będą przy mnie mieli szans. Ba, nawet Sapkowski będzie mi co najwyżej czyścił buty. Odkryłem Święty Graal pisarstwa.

Z wypiekami na twarzy zacząłem lekturę. Według poradnika, by napisać dobry horror trzeba sięgnąć do najpierwotniejszych ludzkich instynktów, wzbudzić w czytelniku strach. Można nawet sięgnąć po fobie, ale one nie wywołają tak silnego efektu. Jednak czym są te najpierwotniejsze instynkty? Tego już poradnik nie mówi. Przestrzega jednak przed łączeniem ich z seksem gdyż wzajemnie się wykluczają i  horror się źle czyta. Czyli powieści Mastertona, który nie unikał scen seksu nie powinny się w ogóle sprzedawać. A z tego, co pamiętam sprzedają się bardzo dobrze, a i czytelnicy nie narzekają za bardzo. No dobrze, może jednak mają rację. Zapisałem sobie więc na kartce – „Nie pisać jak Masterton”.

Dalej poradnik mówi, by unikać skupisk ludzkich gdyż one nie wzbudzają takiego strachu jak niebezpieczeństwo jednostki. Jeśli jednak zdecydujemy się na większe skupisko ludzkie muszą to być obcy gdyż wzbudzają nieufność i potęgują uczucie strachu. W tym momencie sięgnąłem ponownie po długopis i zapisałem żeby nie pisać jak King. „Mgła” i „Miasteczko Salem” to jedynie wyjątek od reguły.

W następnej części autor poradnika sam sobie przeczy gdyż pisze iż należy unikać konkretyzowania i uosabiania zła, które jest źródłem strachu. Po chwili dodaje jednak, że musimy myśleć o tym czego boją się czytelnicy i dać im to nawet jeśli się to wiąże z odkrywaniem tajemnicy i nadawaniem złu konkretnej postaci. Pisanie pod pragnienia czytelników, to mi się podoba.

Dobry horror musi zacząć się trzęsieniem ziemi. Sprawić, że czytelnik popuści w spodnie i wystraszy się dalszej lektury, ale nie na tyle by przestać czytać. Potem napięcie nie może opadać, musi wzrastać aż do samego końca, który ma być punktem kulminacyjnym. Można sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia, ale nie na tyle by czytelnik poczuł, że strach przeminął.

Książka Stefana Dardy „Dom na Wyrębach” mi do tego ewidentnie nie pasuje. Wiele osób mówiło mi wręcz, że początek jest nudny. Mimo to każda z nich stwierdziła, że czytając tę powieść bała się: „Jak cholera” – to słowa jednej z nich. Strach był tak duży, że omijali drogi przez las, które były doskonale oświetlone, i które dobrze znali. Jeżeli w przypadku poprzednich „złotych myśli” można mówić, że to rzecz gustu, tak w tym przypadku jest to raczej błędne przypisywanie cech dreszczowca horrorowi. W dreszczowcu chodzi o tajemniczość i właśnie wzrost napięcia jednak nie występują w nim takie emocje jak odraza czy obrzydzenie, które są integralną częścią horroru. Zwłaszcza tego pokroju „Piły”, która we mnie budzi głównie niesmak. Pierwsza część była świetna, ale każda następna… Nie ważne. Nie o filmach chciałem pisać.

To chyba będzie ostatnia część rozważań o poradnikach pisarskich, gdyż nie chcę obrazić większej części literackiego internetu i zaśmiecać sobie głowy bredniami. Wam też nie radzę. Czasem lepiej nie korzystać z żadnego poradnika. Wtedy dojście do „odpowiedniego” poziomu literackiego cieszy najbardziej. Jeśli jednak zapragniecie zasięgnąć rady to szukajcie jej u kogoś znającego się na rzeczy – mam na myśli pisarzy lub redaktorów. Nie szukajcie porad w pierwszym lepszym poradniku.

PS. Książkę otrzymuje Thana – za zmuszenie mnie bym zadał sobie pewne pytania. Gratuluję 🙂

Napisz proszę do mnie na maila.

Reklamy
    • Thana
    • Kwiecień 20th, 2011

    W sumie wyciągnąłeś z lektury dwie bardzo dobre wskazówki: nie pisać jak Masterton i nie pisać jak King. To jest święta prawda – jeżeli już pisać, to pisać jak ja, nie jak ktoś.

    Ale horror? Ja nie wiem, dlaczego ludzie lubią horrory, dlaczego je czytają, oglądają, tworzą… Spotkałam się z taką teorią psychologiczną, że horrory lubią ci, którzy w świecie realnym czują się bezpiecznie. Zbyt bezpiecznie – i dlatego potrzeba im mocnych wrażeń. Ja nie czuję się bezpiecznie. Dla mnie rzeczywistość jest wystarczająco przerażająca. Żaden horror nie przebije codziennej gazety. Prawda jest straszniejsza, niż wszystko, co zdołalibyśmy wymyślić.

    • Piotr Dresler
    • Kwiecień 21st, 2011

    Wiesz wydaje mi się, że to sprawa przyzwyczajenia. Z telewizji, gazet jesteśmy bombardowani okrutnymi i przerażającymi wiadomościami i człowiek po prostu się do tego przyzwyczaja – dopóki go to nie dotyka to i nie obchodzi. Horrory pozwalają im przeżyć pewne rzeczy na własnej skórze, we własnej wyobraźni. Są bardziej osobiste. Tak mi się wydaje.

    • mia
    • Listopad 24th, 2011

    Prawie mówicie, dobrzy ludzie.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: