Wywiad z Adamem Zalewskim

Kolejny mój wywiad z pisarzem grozy. Tym razem z Adamem Zalewskim.

 

Piotr Dresler: Możliwe, że pytanie, które zadam na początku, jest sztampowe, ale bardzo ciekawi mnie, jak w Pańskim przypadku będzie wyglądała odpowiedź. Dlaczego właśnie pisarstwo i to w dodatku powieści grozy?

Adam Zalewski: Zadał Pan dwuczłonowe pytanie. Odpowiem, odwracając kolejność. Czemu powieści grozy? Bo, mówiąc kolokwialnie, to mnie rajcuje.

Czemu właśnie pisarstwo? A czemu nie?

PD: Zwięźle i konkretnie. Widzę, że nadal Pan przestrzega zasady Wiesława Myśliwskiego, że pisarz powinien siedzieć w domowym zaciszu i pisać, nie zaś promować swój wizerunek. Jest Pan jednym z kilku znanych mi pisarzy, którzy zaczynali odb poezji. Zdarza się jeszcze Panu pisywać wiersze?

AZ: Owszem. Czytanie poezji daje mi wiele radości oraz pozytywnych wrażeń. Tak samo rzecz się ma z jej tworzeniem. Nic dziwnego. Refleksja i wrażenie to domena tego gatunku literackiego. Może kiedyś uzbieram tych moich wierszydeł na mały tomik, choć nie wiem, czy zdążę – mam już parę lat na karku.

PD: Miejmy nadzieję, że się Panu uda. Bardzo jestem ciekaw Pańskiej poezji, zwłaszcza po lekturze „Grizzly”. Czy można ją gdzieś przeczytać?

AZ: Można, ale co Panu z tego przyjdzie? Sądziłem, że będziemy rozmawiać o mojej prozie. Chce Pan ukazać czytelnikom moje drugie oblicze? Następna moja powieść nosi tytuł: „Dwa oblicza”. Może nawiąże do zagadkowego tematu? W odpowiedzi na drugie pytanie wyraźnie powiedziałem, że mam zbyt mało wierszy na wydanie tomu poezji. Jeżeli to nastąpi (dziękuję za szczere życzenia), prześlę Panu egzemplarz autorski. Moja tak zwana poezja ujrzała światło dzienne w latach dziewięćdziesiątych. Była drukowana w lokalnej prasie. Nic więcej. To osobisty epizod, trudny do wkomponowania w życiorys autora thrillerów.

PD: Moja ciekawość wynikała z osobistej fascynacji poezją i faktu, że zauważyłem w „Grizzly” pewną nostalgię i poetyckość opisów. Mimo tego, że dostarcza twardej, męskiej rozrywki, jest w niej coś więcej, trochę idealistycznego spojrzenia na świat. No właśnie, „Grizzly” poniekąd pokazuje, że każde zło w końcu spotka kara. Czy osobiście Pan w to wierzy?

AZ: Bardzo bym chciał, ale życie nauczyło mnie czegoś innego. Spotkałem na swojej drodze wiele niesprawiedliwości i ludzi, którzy bezkarnie łamią prawo. Między innymi właśnie dlatego pozwoliłem swoim bohaterom brać sprawy we własne ręce. To coś w rodzaju odreagowania na irytującą bezsilność i brak skuteczności naszego prawa. Myślę, że ma to więcej wspólnego ze zwykłą logiką niż z idealizmem.

PD: W swoich powieściach świetnie Pan oddaje charakter strachu i zła, zwłaszcza tego, które jest w stanie wyrządzić człowiek. Czy wszystkie przykłady bestialstw powstają w Pańskiej wyobraźni, czy też może robi Pan wcześniej, jak to się teraz modnie mówi, research?

AZ: Wszystko, co wyszło spod mojego pióra, jest tworem mojej wyobraźni. Nie chcąc pisać historii wziętych z księżyca, musiałem jedynie konfrontować realność opisywanych scen z danymi naukowymi. Robiłem i robię to po to, żeby czytelnik nie mógł mi zarzucić braku rzetelności. Tego wymaga zwykła uczciwość wobec odbiorcy.

PD: Czytelnicy kojarzą Pana głównie z brutalnymi, twardymi powieściami. Nie boi się Pan trochę takiego zaszufladkowania?

AZ: W pewnym sensie ma Pan rację. Pragnąc ukazać nieco inną stronę mojej prozy, proponuję czytelnikom dwie moje kolejne powieści. Pierwsza, zatytułowana „Dwa Oblicza”, ukaże się jeszcze w tym roku. Obydwie wspomniane pozycje poruszają bliski mi temat w nieco odmienny sposób. Myślę, że będzie to miła odmiana – zwłaszcza dla Pań.

PD: Bardzo mnie ciekawi, jak przebiega proces twórczy w Pana przypadku. Z tego, co wiem, pisze Pan tylko i wyłącznie w ciszy, gdy nic Panu nie przeszkadza. Zdarzało się, że podczas jazdy np. samochodem nagły impuls nakazywał Panu pisanie, zanim pomysł umknie gdzieś w mroku zapomnienia?

AZ: Nigdy nie zapominam pomysłów. Nigdy mi nie umykają. Mam doskonałą pamięć do szczegółów. Ten fakt wiele mi ułatwia.

PD: Zważywszy na to, że jestem świeżo po lekturze „Grizzly”, trochę trudno mi uciec od pytań bezpośrednio jej dotyczących. Zastanawia mnie wielopoziomowość powieści: walka dobra ze złem, proces przeobrażania się dobra w zło, wolność pracowników rancha nie dla wszystkich osiągalna. Czy to zabieg celowy, czy tak wyszło?

AZ: Wszystko, co robię, jest zawsze zabiegiem celowym. Suma zdarzeń oraz towarzyszących im szczegółów jest twórczym zamiarem przekazania czytelnikowi tego, co uważam za słuszne. Raz bywa to zachęta do przemyśleń, innym razem – przestroga. Nic nie dzieje się przypadkiem.

PD: Czy w swoich planach ma Pan powieść nieco mniej brutalną? Taką, która zaskoczy stałych czytelników?

AZ: Wspomniałem już o tym w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie. Kolejne dwie pozycje są właśnie takie. Mniej brutalne, co nie znaczy nudne. Z pewnością zaskoczą wielu czytelników.

PD: W Pańskich powieściach dużą rolę odgrywają emocje. Czy może Pan zdradzić, gdzie tkwi sekret tak naturalnego ich opisywania?

AZ: To żaden sekret, choć mogę odnieść się jedynie do własnego warsztatu. Wszystkie wspomniane emocje dzieją się we mnie. Sekret tkwi w tym, jak najwierniej przekazać je czytelnikom.

PD: „Qfant” odwiedza wielu młodych i obiecujących pisarzy. Czy może im Pan coś doradzić?

AZ: Owszem. Rada jest prosta i zarazem trudna. Pracujcie nad warsztatem i za nic nie wyrzekajcie się własnych przekonań, choćby nie wiem kto urządzał sobie igrzyska waszym kosztem. Tylko w ten sposób macie szansę zaistnieć jako oryginalna osobowość.

PD: Skoro wspomniałem już o początkujących pisarzach i pośrednio o Internecie, muszę zadać i to pytanie. Co sądzi Pan o literaturze w Internecie?

AZ: Niebezpieczne pytanie. Nie mam najmniejszego zamiaru urazić kogokolwiek, lecz osobiście wolę wziąć do ręki książkę. To rzecz gustu, więc moja opinia nie jest istotna i nie może służyć za wzór do naśladowania.

PD: Wiele mówi się ostatnio o upadku czytelnictwa w Polsce. Zwłaszcza po wprowadzeniu 5% VAT-u, co określane jest jako ostatni gwóźdź do trumny. Sądzi Pan, że to już koniec czytelnictwa w Polsce?

AZ: Czytelnictwo w Polsce upada i nie jest to sprawa VAT-u. Przyczyn jest wiele. Beznadziejny system edukacyjny, potrafiący skutecznie obrzydzić młodym ludziom chęć czytania oraz zupełnie prozaiczne pokusy. Internet, gry komputerowe, tandetne, lecz łatwo dostępne filmy… Na szczęście wiele osób potrafi pogodzić nowości, które niesie postęp, z potrzebą intelektualnego kontaktu z książką.

PD: Zastanawiał się Pan nad wydaniem audiobooków z Pańskimi powieściami? Dla lektora byłoby niemałym wyzwaniem oddać klimat „Białej wiedźmy” czy „Grizzly”, lecz myślę, że mogłoby z tego wyjść coś naprawdę ciekawego.

AZ: Nie jestem fanem tej formy przekazu, ale przecież nie muszę być. Rozumiem pewną praktyczną stronę zjawiska, ale widzę także minusy. Nie chciałbym kontynuować. Może jestem tzw. człowiekiem starej daty?

PD: Powtórzę się, ale mam nadzieję, że nie będzie mi miał Pan tego za złe. Jest Pan znany z tego, iż hołduje zasadzie Wiesława Myśliwskiego, że pisarz powinien siedzieć w domowym zaciszu i pisać, nie zaś promować swój wizerunek. Nie sądzi Pan, że brak promocji jest w pewnym sensie promowaniem siebie? Zwłaszcza w dzisiejszym nieco pokręconym świecie?

AZ: Coś w tym jest. Może część czytelników sięga po autora, którego nazwisko po prostu gdzieś obiło im się o uszy? Może nie wszyscy ufają reklamie – zwłaszcza tej nachalnej? Nie myślałem o tym. Po prostu robię swoje.

PD: W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że „Biała wiedźma” powstała na kolanie, na turystycznym krzesełku przy akompaniamencie ptaków. Często zdarza się Panu pisać w takich urokliwych miejscach, czy woli Pan pisać w domowym zaciszu? Przyznam szczerze, że zazdroszczę Panu możliwości obcowania z pięknem przyrody.

AZ: I ma Pan rację. Przyroda ma na nas zbawienny, pozytywny wpływ. Przynajmniej na mnie, co nie oznacza oczywiście, że z każdym przelatującym ptaszkiem w mojej głowie rodzi się nowy pomysł. Lubię po prostu aurę natury – jej kojącą dobroć.

PD: Panie Adamie, czy może Pan zdradzić, nad czym teraz pracuje? Jakiś niewielki szczegół dla spragnionych informacji czytelników?

AZ: Kończę właśnie drugą ze wspomnianych książek. Nosi tytuł „Małe Amerykańskie Miasteczko”. Podobnie jak „Dwa Oblicza”, czekające na druk, jest to powieść, którą nazwałbym unikalną w tym segmencie literatury. Wierzę, że wielu odbiorcom przyniesie sporo emocji i równie sporo zadumy.

PD: Czy ma Pan jakiegoś pisarza, który wpłynął na Pana w podobny sposób jak Bolesław Leśmian i jego poezja?

AZ: Jest wiele nazwisk bliskich mojemu sercu. Pomiędzy amerykańskimi klasykami znalazłem ciepły kącik dla Stephena Kinga. Nigdy nie zaprzeczę, że jego proza zmobilizowała mnie do pisania, choć zebrałem przy tym niezasłużone baty. Moją osobistą odwagę, moje wyzwanie, rzucone za Ocean, po wielokroć nazywano plagiatem. Wie Pan jak na to reaguję? Robię swoje. Jest takie stare porzekadło: „Psy szczekają, karawana idzie dalej”.

PD: Budowanie nastroju amerykańskich miasteczek jedynie w oparciu o materiały źródłowe i Internet jest bardzo ciężką pracą. Czy nie myślał Pan kiedyś o stworzeniu powieści osadzonej w okolicy bliższej Pana sercu?

AZ: Myślałem o tym od samego początku. I od początku nic innego nie robię. Mam nadzieję, że rozumie pan tę subtelność.

PD: Zdarzyło się Panu jakieś miłe zaskoczenie związane z pisarstwem? Takie, które wspomina Pan nawet po latach?

AZ: Miłe zaskoczenie? Nie wiem… Za każdym razem, kiedy biorę do ręki kolejny egzemplarz autorski, za każdym razem, kiedy słyszę ciepłe słowa na temat mojej prozy, przeżywam miłe chwile. Rozumiem jednak, że chodzi Panu o wrażenie innego rodzaju. Zaskoczenie przeżyłem tylko kilka razy. Zwykle wtedy, kiedy drogą internetową docierał do mnie któryś z czytelników – ktoś obcy, kto nagle stawał się kimś bliskim. Nigdy nie powiedziałem tym Paniom i Panom, jak wiele pozytywnej energii wnieśli do mojego życia. Korzystając z okazji, czynię to teraz.

PD: Czy otrzymywał Pan propozycję zekranizowania którejś z powieści?

AZ: Sprzedając prawa autorskie wydawnictwu, oddaję takie decyzje w ich ręce. Do tej pory nikt nie pokusił się o coś takiego, chociaż niektóre moje powieści stanowią niemal gotowy scenariusz. Nikt nie pomyślał też o przekładzie. Nie spodziewam się takiej możliwości.

PD: Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów, nie tylko w pisarstwie.

Adam Zalewski urodził się w Kwidzynie w 1951 roku. Dzieciństwo, młodość i wiek dojrzały spędził w rodzinnym mieście. Tutaj uczęszczał do szkoły podstawowej i liceum.
Tu z żoną Ireną żyją w szczęśliwym związku już 37 lat. W rodzinnym mieście imał się różnej pracy. W 2002 roku na skutek choroby musiał zrezygnować z czynnego życia zawodowego. Obecnie wraz z rodziną mieszka w niewielkiej posiadłości, na skraju lasów otaczających Kwidzyn. W swojej pracy twórczej ogromną ilość czasu poświęca na gromadzenie fachowej wiedzy, aby jego proza była maksymalnie osadzona w realiach. Autor m.in. „Białej wiedźmy”, „Rowerzysty” czy „Grizzly”.

 

* Zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów Adama Zalewskiego.

Advertisements
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: