Internet VS Papier

Od dłuższego czasu docierają do mnie wieści z różnych źródeł o tym, że czytelnictwo w Polsce upada. I jest to upadek na łeb na szyję. Z jednej strony przyjmuje te wieści zgadzając się z argumentami i wnioskami, z drugiej zaś coś mi w nich nie pasuje. Zwłaszcza gdy rozejrzę się wokół.

Nie potrafię uwierzyć, że nagle całe społeczeństwo przestało czytać. Jest to dla mnie zbyt abstrakcyjne stwierdzenie. To tak jakby przestać oddychać. Jednak według badań ponad 50% polaków w ciągu roku przeczytało mniej niż jedną książkę. Mniej niż jedną?! To znaczy, że skończyli lekturę po kilku stronach? A może spojrzeli na okładkę i uznali, że książka nie jest dla nich? Nie potrafię tego pojąć. Naprawdę.

Statystyki są bezlitosne, ale wydaje mi się, że zdecydowanie przesadzone.

Zdecydowałem się zrobić małe badanie. Postanowiłem przyjrzeć się jak największej ilości ludzi znajdujących się w okolicznościach sprzyjających czytaniu. A co może sprzyjać temu bardziej od żmudnej drogi koleją? Jak postanowiłem tak zrobiłem.

Kilka dni temu wsiadłem w pociąg – do ostatniego wagonu, by przyjrzeć się wszystkim pasażerom – i wyruszyłem w podróż do pierwszego wagonu licząc czytające coś osoby. Jestem trochę zdziwiony wynikami. Trzeba wziąć pod uwagę, że w jednym przedziale mieści się od 6 do 8 osób – zależy od klasy, a przedziałów na wagon przypada od 9 do 12. W pociągu, którym jechałem było aż (!) 5 wagonów, co jest wielką rozrzutnością dla PKP, zwłaszcza na trasach takich jak Przemyśl – Szczecin, gdzie pasażerów są setki, a przejazd trwa kilka godzin. Gdyby ktoś nie wyczuł ironizuję tu nieco, choć jestem w tym słaby.  Tak więc przeciskając się przez zatłoczone korytarze, licząc i zapisując wyniki wyszło mi, że blisko 30% pasażerów w takich chwilach wybiera książkę. Było też kilkoro czytających gazety, oglądających coś na laptopach i dwie osoby czytające (!) z tabletów. Reszta pasażerów bezmyślnie gapiło się za okno lub na sąsiada naprzeciwko.

Zdaję sobie sprawę z tego co teraz chcecie powiedzieć – „to niczego nie udowadnia”. Wiem. Nie mam na celu polemizowanie z teorią upadku czytelnictwa, a jedynie pokazanie, że:

a) nie jest tak źle,

b) upadek tyczy się głównie gazet,

c) czytelnictwo nie zanika, a jedynie przechodzi metamorfozę i dostosowuje się do wymogów narzucanych przez tryb życia człowieka,

d) przyszłością jest Internet (póki co, aż pojawi się jeszcze nowsze medium).

I naprawdę nie jest tak źle. Jest bardzo dużo osób, które wciąż w czasie wolnym mając wiele innych możliwości zapełnienia go wybiorą książkę. To jest fakt, nie opinia. Znam takie osoby i sam do nich należę. Telewizji nie oglądam w ogóle. Jedynie czasem wiadomości, ale to wszystko. Radia słucham jedynie w chwilach gdy wiem, że będzie wywiad z kimś kogo znam lub po prostu znudzi mi się muzyka z mp3. Wstyd przyznać, ale czytam mało gazet. Dwa lub cztery razy w miesiącu, na więcej nie mam czasu. Wolę książki, których czytam o wiele więcej. Sam więc pewnie przyczyniam się do upadku gazet i czasopism. Współczynnik przeczytanych gazet spada rok rocznie, podobnie jak wielkość ich druku, ale to zrozumiałem. Po co je drukować wiedząc, że nie zostaną sprzedane? Strata pieniędzy i papieru.

Ostatnio naszła mnie smutna refleksja, że i Qfant po wyjściu na papier może ulec tej tendencji. Teraz czytelnicy czekają na wyjście kolejnego numeru, ale w przypadku gdy trzeba będzie pójść do Empiku i wydać kilka złotych to czy nie zmniejszy się liczba czytelników? Ludzie są przecież z natury leniwi. Do tego teraz mają go za darmo.  Wierzę w nich, ale mam pewne obawy. Jednakże do czasu wyjścia QF na papier jest jeszcze trochę czasu.

Zresztą QF jest dowodem, że czytelnictwo nie upada, a jedynie dostosowuje się do czasów, w których żyjemy. Teraz rządzi Internet. Z braku czasu i miejsca ludzie nie biorą ze sobą książki w krótką podróż. Zawsze jednak w kieszeni znajdzie się miejsce na komórkę, a smartphony pozwalają na stały dostęp do Internetu i nie tylko. Można na nich przecież też przeglądać pliki PDF czy nawet te z Wordowskim rozszerzeniem. I tutaj można dopatrywać się ratunku dla czytelnictwa.

Wiele gazet dostrzegło niszę w Internecie i przeniosło się częściowo lub w całości do niego. Oprócz newsów dostępnych przy okazji nowego wydania pojawiają się na portalu tychże gazet wiadomości i informacje bieżące. Czy jednak tędy droga? Zobaczymy, według mnie jest trochę zbyt wcześnie, by wyciągać jakiekolwiek wnioski. Czas pokaże i zapewne niebawem przekonamy się czy szumnie ogłaszana wieść o śmierci czytelnictwa i papieru jest przesadzona czy też nie. Osobiście uważam, że tak. Nic nie zastąpi zapachu świeżo zadrukowanej książki, podniecenia z kupna egzemplarza, który już dawno wyszedł z druku lub zdobycie podpisu swojego ulubionego pisarza w formie namacalnej.

Nie zamienię swojej półki z książkami na nic innego. A wy?

 

Advertisements
  1. Książki w wersji elektronicznej są dla mnie zbyt sterylne. Do tego warto dodać, że niezależnie od wielkości ekranów i sposobów ich wykonania, wielu ludzi czuje dyskomfort po dłuższej lekturze z komórki, laptopa itp. Za granicą normą są „szafy” książkowe. Wrzucamy odpowiednią ilość pieniędzy i zamiast puszki z coca-colą z wielkiej szafy wylatuje wydrukowana tuż przed chwilą książka. Zarówno czytanie z ekranu jak i wynalazki podobne do wspomnianej „szafy” traktuję z przymrużeniem oka, wręcz uważam je za profanację literatury 😛 Brzmi to przesadnie, ale jak sam stwierdziłeś: nie ma nic lepszego niż zwykła książka ciążąca w dłoni. Jeżeli elektronika wyprze „staromodny” (sic!) wydruk, cóż ja będę wąchał w księgarniach i supermarketach? Dziękuję bardzo za te nowe trendy!
    Pocieszać można się myślą, że ta cała „przemiana” zachodzi w bardzo powolnym tempie (zwłaszcza w naszym kraju). Samo zaś zupełne wyparcie tradycyjnych form książki stoi – przynajmniej moim zdaniem – pod przyjemnie dużym znakiem zapytania.
    Żyj trwaj historio na papierze, istniej historio na ekranie, ale bez szarżowania i brutalnego pchania się na salony 🙂

    • Piotr Dresler
    • Kwiecień 6th, 2011

    To prawda, nic nie zastąpi zapachu świeżo wydrukowanej książki. Ani jej słodkiego ciężaru w dłoni. Jednak musimy na to spojrzeć inaczej. Nas męczy dłuższe siedzenie przed komputerem, ale popatrz na dzieci – one mogą siedzieć godzinami bez żadnego bólu oczu. Już nawet wzrok się im tak nie psuje jak nam.

  2. Teoretycznie tak, ale jeśli mamy iść w tę stronę – ewolucja to proces bardzo powolny 🙂 Dzieciaki może teraz wytrzymują dziesiątki godzin przez komputerem, ale na starość bez soczewek nie będą mogły trafić do sedesu. To bardziej przystosowanie kulturowe (komputer w domu? Nic szczególnego, szalej duszo), nie biologiczne. Z drugiej jednak strony sam Internet, odpowiednio wykorzystany, mógłby zachęcić młodą gawiedź do czytania. Akurat to medium wspomaga literaturę animacjami, filmami na youtubie, bannerami i słuchowiskami, nawet grami we flashu. Łatwiej się wkręcić w sieci niż siedząc w szkole i słuchając, że „Słowacki wielkim poetą był!”. Z drugiej jednak strony łatwość w uzyskaniu dostępu do konkretnego dzieła w Internecie może wypłukać z naszej kultury coś, co od lat nazywano „przywilejem czytania”. Wprawdzie teraz nie trzeba zaglądać do podziemia, aby móc spokojnie przeczytać książkę, ale tak na dobrą sprawę warunki są podobne, bo nagle literatura staje się w oczach dzieciaków przejawem jakiejś dewocji intelektualnej, czymś, co należy omijać, bo to głupie, nudne i w ogóle to CS lepszy, chłopaki.

    • Piotr Dresler
    • Kwiecień 7th, 2011

    Przywileju czytania nie ma już od wielu lat. Czasy, w których umiejętność czytania dostępna była dla niewielu już dawno minęły. Stąd i pisanie straciło swoją magiczną otoczkę. Nie cofajmy się do średniowiecza. Teraz możliwość nauki czytania ma każdy, zaprzeczanie temu to jak mówienie, że na Śląsku wieje bryza z dużą zawartością jodu.
    Według mnie Internet nie będzie medium przeważającym wiecznie. Mamy zbyt szybki postęp techniczny, by nie powstało coś „lepszego” od niego. Już teraz mówi się głośno o Gridzie – sieci o szybkości transmisji danych 10 tys razy szybszej niż maksymalna dostępna teraz. To tylko kwestia czasu, by pod strzechy zawitało nowe medium. Oby tylko sprzyjało czytaniu w równym stopniu jak Internet.
    Co do tego, że czytanie stało się „lamerskie” to się zgadzam. Młodzi wolą sobie postrzelać w CSa. Ale nie oszukujmy się, czy jak byliśmy młodzi i piękni nie woleliśmy innej formy rozrywki od książki? Ja biegałem za piłką i skakałem po trzepakach. Nie w głowie mi były książki. Nie przekreślajmy nikogo zbyt pochopnie.

  3. Z tym przywilejem mógłbym dyskutować. Z mojego punktu widzenia wciąż jest tak, że czyta książki grupa ludzi, którą można nazwać elitą. Andrzejek P. by się teraz uśmiechnął. Różnica polega na tym, że w aktualnych warunkach to czy ktoś należy do tej „elity”, czy nie, jest tylko kwestią wyboru danej osoby, a nie z góry narzuconego przydziału do klasy społecznej itp. Dziś książki można kupić dosłownie za grosze, nawet dorwać za darmo. Wiem, bo sam ostatnio wynosiłem całe ich siatki z biblioteki, w której najpierw ogłoszono wyprzedaż, a potem wręcz pozwolono brać ile wlezie bez płacenia. Ech! 😉
    To sum up.
    Nie lękajmy się czytania w świecie elektroniki, bo jest ono po pierwsze efektem nieuniknionego postępu, a po drugie – odpowiednio wykorzystane medium takie jak Internet może zdecydowanie pozytywnie wpływać na poziom czytelnictwa. Do tego Internet postrzegany jako środowisko idealnie nadaje się do zrzeszania działaczy kultury (czego przykładem jest chociażby Qfant), a także przekładania jej na język (ruch, obraz, dźwięk) który łatwiej trafia do współczesnego odbiorcy i zachęca go do poznania źródła.
    Poza tym nikogo nie potępiam, sam nienawidzę generalizowania, jednakże zjawisko analfabetyzacji zachodzi na naszych oczach. Widzę to na co dzień. Moi znajomi potrafią wykazać się nieznajomością prostych słów, o czym zresztą wspominałem ostatnio w DOZIe. Sytuacja nie jest beznadziejna; nie trzeba zmieniać ludzi, bo ludzie z natury są w porządku. Należy zrobić coś ze szkolnictwem (uważam, że to od niego zaczynają się problemy z ubogością kulturową), bo o to ono (nie) wychowuje nam kolejnych odbiorców i pasjonatów.

    • Piotr Dresler
    • Kwiecień 7th, 2011

    Czytałem wspomniany artykuł. Smutny, bo prawdziwy. Nie uważam, że każdy powinien wiedzieć czym jest Szeol, czy znać znaczenie paraleli, ale tak jak piszesz, ludzie nie znają znaczenia prostych słów. Zrozumiałbym gdyby siedzieli przez pół życia za granicą, wtedy człowiek ma prawo zapomnieć znaczenia słów.
    Co do tej elitarności to bym się kłócił. To sprawa wyboru czy się czyta książkę czy nie, ale stawianie siebie z tego powodu w „elicie” jest groteskowe według mnie. Jak wytykanie palcami ludzi, którzy znajdują ukojenie nie w książce, a w powiedzmy składaniu modeli samolotów. Zawsze będę przeciw podziało, zwłaszcza na lepszych i gorszych.
    Ha, ja też mam sporo książek z biblioteki. Bibliotekarka jest znajomą mojej mamy i często dostaje reklamówki książek dla siebie. Przychodzą nowe, a tymi starymi nikt się nie interesuje, na ratunek przychodzi wtedy bibliofil Piotrek 😉

    • l_j
    • Kwiecień 9th, 2011

    Nie no, nie rozumiem płaczu nad „upadkiem czytelnictwa”. Przypomina to strach przed odejściem od pisania na papirusach i wprowadzeniem papieru, czy zastosowaniem ciągników zamiast koni. Ludzie czytają, cały czas – tylko niekoniecznie prozę. I niekoniecznie mają czas. Świat pędzi, to i ludzie zapitalają – coraz mniej chwil wytchnienia, refleksji, „odpłynięcia”. A czytanie jest czynnością bardzo czasochłonną – parę godzin dziennie potrafi skutecznie dopiec osobom pracującym czy studiującym.

    Co do odejścia od Internetu – kompletnie nie rozumiem o co chodzi. Internet to sieć połączonych ze sobą komputerów i tego się nie zmieni – działa jak działa bo jest to jedyne możliwe wyjście. Może się zmienić hm… „metodologia korzystania”, czyli właśnie coś w rodzaju gridu, cloud computingu itp. I to nie jest „zastąpienie” internetu, a jego dalsza ewolucja (która na dobrą sprawę dzieje się do samego początku). Nie mnóżmy bytów ponad potrzeby 😉

      • Piotr Dresler
      • Kwiecień 9th, 2011

      Ale kto płacze? Przecież piszę, że nie jest tak źle jak się mówi. Upadek moim zdaniem tyczy się głównie czasopism i gazet.
      Tak jak mówisz, grid to kolejny poziom internetu, ale moim zdaniem internet nie jest wieczny i na pewno pojawi się inne medium, które przejmie jego rolę. Nie wierzę żeby człowiek zatrzymał się akurat przy internecie. O komputerach nie wspomnę. Tempo rozwoju technicznego jest zbyt duże.
      Jeśli komputery i internet będą miały taką samą rolę jak teraz za powiedzmy pięćdziesiąt lat to zjem własne kapcie. Specjalnie je sobie schowam do kuferka.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: