Przerwa techniczna?

News na stronie głównej Qfantu nie jest pomyłką. Zdecydowałem się odejść z redakcji i odpocząć. Ostatnie kilka lat zdominowane były przez dwa projekty, w których myślę, że miałem swój duży udział (i mam nadzieję, że nie jest to przejaw pychy z mojej strony): Weryfikatorium i Qfant. Oba te portale traktuję niejako jak swoje dzieci, ale czasem przychodzi taki czas, że trzeba je wypuścić i dać większą swobodę. Pozostaje mi mieć nadzieję, że oba trafiły w dobre ręce.

Ten blog raczej traci rację bytu gdyż RedNaczem już nie jestem. Szkoda trochę, bo było miło pełnić tę funkcję.

Prawdopodobnie jednak nie porzucę swoich pasji i od czasu do czasu napiszę jakiś tekst czy przeprowadzę z kimś wywiad.

Dużo bardziej niż prawdopodobne jest to, że zakładam stronę, w której będę się dzielił swoimi projektami związanymi z majsterkowaniem. Szukam jakiegoś lepszego aparatu żeby zdjęcia były wyraźniejsze i zabieram się za nią na poważnie. Mam nadzieję, że się uda.

 

Całej redakcji już dziękowałem za te lata współpracy, nie miałem jednak okazji podziękować czytelnikom. Jeśli jakikolwiek tutaj dotrze niech wie, że dziękuję mu za każdą chwilę jaką poświęcił na czytaniu naszego czasopisma. „Naszego”, dziwnie to teraz brzmi w moich ustach, czuję jakbym mówił słowo, którego znaczenia już nie znam. Ze mną już tak chyba jest, jeśli serce mówi mi, że mam iść w inną stronę to tak robię.

 

Nic to. Pozdrawiam i życzę całej Redakcji Qfantu jak najlepiej.

 

Miłość spada na nas znienacka

Tak, zakochałem się. W stuletniej kobiecie o imieniu rozpoczynającym się na literę „C”. Życie jej nie oszczędziło, ale wciąż jest sprawna jeśli wiecie o czym mówię i nie wiem czy szybko się z nią rozstanę.

Póki co muszę się nią nacieszyć, później zobaczę co będzie. Wiem, że miała to być nagrodą w HW, ale jak nie będę się umiał z nią rozstać zafunduję coś innego, co na pewno spodoba się odbiorcy.

Życie nie lubi próżni

Zabawa nad zmianą wyglądu mojej stacjonarki dobiegają powoli końca. Została jedynie kosmetyka i cable management, czyli dla mnie rzecz najtrudniejsza gdyż nigdy nie należałem do specjalnie uzdolnionych plastycznie. Skończę to przy dobrych wiatrach za jakiś tydzień.

Jednak życie nie lubi próżni, dlatego postanowiłem sobie zafundować kolejne zadanie na później. Zakupiłem więc nowe cacko, na które polowałem w sumie dwa dni i dwie noce. Notebook firmy HP, ale nie jakiś zwykły, bo posiadający dotykowy i obrotowy ekran dający możliwość przeobrażenia go w tablet. Ma jednak dwie wady, które zamierzam zlikwidować – podświetlenie pada po kilku, kilkudziesięciu sekundach użytkowania, a obudowa nosi dosyć wyraźne ślady użytkowania. Ale właśnie taki był mój plan żeby mieć jakieś zajęcie inne od literatury. Prawda, że ładny?

Znalazłem też sposób na odstresowanie i tak o to stałem się szczęśliwym posiadaczem drzewka bonsai. Od wczoraj zastanawiam się jaki nadać mu kształt i gdzie postawić.

Na każdym zdjęciu w tle widać bałagan na moim biurku, który jest efektem intensywnej walki z komputerami i różnymi dziwnymi rzeczami.

Pisać! Wysyłać! Wygrywać!

Stało się. Ruszyła czwarta edycja Horyzontów Wyobraźni.

http://horyzonty-wyobrazni.pl/2012/04/01/horyzonty-wyobrazni-2012/

Ponownie jestem w gronie jurorów, ponownie w doborowym gronie.

Bierzcie się za pisanie, bo maszyna do pisania musi do kogoś trafić. Inaczej zostanie u mnie.

Wybrałem już nawet na nią miejsce 😉

Maszyna? Tak, ponieważ na niej stanęło. Ktoś chciał czytnik, ale Qfant już daje jeden, więc nie będę dublował pomysłu.

 

 

Pożegnania przyszedł czas

Dziwny dzień sobie wybrałem na ogłoszenie tego, ale cóż, lepszy taki niż żaden.

Na początku maja kończę swoją przygodę z Qfantem i wyjeżdżam. Dostałem ciekawą propozycję pracy u naszych bliskich sąsiadów – Niemców. Praca ciekawa, bo polegająca na jeżdżeniu po świecie i przeprowadzaniu wywiadów z seryjnymi mordercami z całego globu. Niemcy mają dziwne zainteresowania, ale niestety je z nimi dzielę.

Mój pierwszy rozmówca to ciekawa persona. Pewnie wielu go zna, zwłaszcza osoby, które słyszały o miasteczku Amityville. Mowa o Ronaldzie DeFeo Jr. Jestem ciekaw jak zareaguje na niektóre z moich pytań.

Pożegnam się z Qfantem bardzo fajnym wideo wywiadem z Jackiem Skowrońskim i Kasią Szewczyk, w którym dowiecie się więcej o ich najnowszej wspólnej powieści, planach na przyszłość i o tym jak poprawnie politycznie przygotować szparagi. Zdradzę wam też datę dla mnie szczególną. Datę wydania mojej pierwszej powieści o wieloznacznym tytule: „Homonokultura”.

Czasopismo przejmie osoba z zewnątrz, pewien dziennikarz mający styczność z fantastyką i kryminałem od ponad dwudziestu lat. Nazwiska nie zdradzę, ale będziecie zaskoczeni.I zadowoleni.

Miło było, ale zawsze przychodzi czas żeby się pożegnać.

Tak więc: Żegnam, Adios.

Małe przymiarki

Oprócz walki z wiatrakami miałem dzisiaj chwilę na zabawę z komputerem.

Malowanie podkładem poszczególnych elementów poszło całkiem dobrze.

Gorzej było z malowaniem pierwszej warstwy czarnego koloru. Nie dość, że farba skończyła się przed pomalowaniem wszystkich elementów to jeszcze pojawiły się zacieki, a sprzedawca zapewniał mnie, że po użyciu tego podkładu nie mają prawa się pojawić. Zanotowałem więc żeby nigdy więcej nie wierzyć żadnemu sprzedawcy.

Zdjęć z samego malowania nie mam, za bardzo się nawdychałem farby i jakoś zapomniałem gdzie dałem telefon czy aparat.

Jak farba wyschła postanowiłem spróbować dopasować do siebie kilka elementów czy przypadkiem czegoś podczas projektowania nie pochrzaniłem. I oczywiście pochrzaniłem. Jednak o tym za chwilę.

Regulator obrotów wentylatorów pasuje jak ulał w miejsce gdzie wcisnąłem włącznik/wyłącznik obrotów wentylatora chłodnicy.

Stara kratka, za którą kryła się chłodnica chyba pozostanie na swoim miejscu. Nie mam póki co innego pomysłu na jej zastąpienie. Choć może coś wykombinuję z pleksą jak ją zamówię.

Postanowiłem znitować całą budę i wtedy pojawił się problem – pomyliłem się o pięć milimetrów w położeniu chłodnicy na górnej pokrywie obudowy. Zamiast jedynie dotykać stacji 5,25 cala nachodził pięć milimetrów na nie… Trzeba było wziąć miniszlifierkę i przyciąć różnicę. Reszta jednak jako tako się zgrała.

Tak, jestem świadom zacieków. Kupiłem papier ścierny wodny i sprawdziłem po wykonaniu zdjęć, że można je naprawdę łądnie zeszlifować.

Kable będą albo poprowadzone w specjalnej prowadnicy albo zasilacz zostanie przerobiony na modularny – niepotrzebne kable są odłączane.

Na ostatnim zdjęciu dwa bloczki wodne z zapinką własnej roboty. Blok na pamięć RAM czeka na odpowiedni gwintownik do skręcenia go.

 

Nie mogę się doczekać aż go złożę i zajmę się nowym projektem zbudowanym w 90% z mlecznej pleksy.

Read a fucking book!

Od kilku dni, a właściwie od oficjalnego ogłoszenia zawieszenia działalności przez SFFiH mam uczucie jakbym brał udział w jakimś dziwnym przedstawieniu. Macie czasem wrażenie, że wszyscy wokół postradali zmysły lub zaczęli cierpieć nagle na zanik pamięci? Ja ostatnio tak mam. Nagle zaczęto dostrzegać upadek czytelnictwa w Polsce. Z tego, co pamiętam mówi się o nim przynajmniej od czterech lat, choć i wcześniej padały różne sformułowania, w których słowa „upadek” i „czytelnictwo” występowały blisko siebie. Dlaczego więc tak mnie denerwuje aktualny stan rzeczy? Bo często najbardziej zdziwione są osoby, które powinny wiedzieć kilka rzeczy na temat czytelnictwa, a okazuje się, że ich wiedza ukrywa się za symbolicznym, okrągłym zerem.

Rozejrzyjcie się po swoim mieszkaniu, po domach znajomych i porównajcie ten widok z wyglądem mieszkań waszych rodziców. Rzuca się wam coś w oczy? Pomogę wam. Gdzie podziały się ogromne prywatne biblioteczki? Kiedyś każdy dom mógł poszczycić się pokaźnymi zbiorami, nie tylko lektur czy encyklopedii, ale i powieści różnego rodzaju. W moim mieszkaniu, jeszcze dekadę temu, w każdym pomieszczeniu było pełno powieści sensacyjnych i kryminalnych. Teraz jest tego znikoma ilość, kilkadziesiąt książek zebranych głównie przeze mnie i moją świętej pamięci siostrę. Powieści po polsku, angielsku i niemiecku. Jednak daleko im do tej biblioteczki jaką mieli moi rodzice. Wśród moich znajomych jest podobnie. Niektórzy nie mają w ogóle książek w domu, co jest już przerażające gdyż uważam, że dom bez książek nie posiada duszy.

Co będzie z naszymi dziećmi jeśli nie wpajamy im od małego miłości do książek? W sumie wybieganie w przyszłość jest zbyteczne, wystarczy spojrzeć na dzisiejszych gimnazjalistów, z których naprawdę wielka ilość nie czyta książek. Bo to niemodne czy nudne. Kiedyś ilość czytelników stałych, czyli takich, którzy czytali więcej niż kilka książek rocznie przeważała nad czytelnikami okazjonalnymi. Teraz tych pierwszych prawie nie ma, a ci drudzy podobno jeszcze gdzieś istnieją. Przynajmniej według badań, a ja nie do końca wierzę w badania. Nie wierzę i już. Z jednego prostego powodu, nie uwzględniają e-booków i audiobooków. W ogóle wśród ludzi panuje dziwne i niezrozumiałe przekonanie, że jedynie materialna, papierowa książka się liczy. Wszystko fajnie i pięknie, tylko że kiedyś sądzono, że przez wynalazek pisma ludzie będą gnuśnieć i przestaną się wysilać w celu zapamiętania informacji. Sądzono, że ograniczy ono ich wyobraźnię. Ograniczyło? Tak samo wersje elektroniczne książek nie powodują uśmiercenia tych papierowych. Póki co jesteśmy zbyt przywiązani do zapachu farby drukarskiej, my pokolenie literackich ćpunów, jak i ciężaru dobrej powieści w ręce. Jednak chyba już czas powiedzieć sobie „Jestem człowiekiem i wszystko, co pozwala mi obcować z literaturą w każdej chwili mojego życia nie jest mi obce”. Osobiście powiedziałem sobie te słowa jakiś czas temu i od tamtej pory korzystam z audiobooków w pracy, z e-booków w pociągu gdy zabraknie mi papierowych odpowiedników książki, czy gdy piszę jakąś pracę i biblioteki są nieczynne.

No dobrze, idźmy za postępem, ale o co chodzi z tym upadkiem? I czy faktycznie go doświadczamy? Zaskoczę was i powiem, że tak i nie. Skąd ten brak pewności? Już śpieszę z wytłumaczeniem. Zajrzyjcie na ilość zapowiedzi wydawniczych poszczególnych wydawnictw, na zeszły rok, na ten, na który chcecie. Nie wydaje się wam to dużą liczbą jak na złe czasy, w których brakuje czytelników? Niestety nie gdyż nawet nakłady są mniejsze niż kiedyś. Jednakże sam fakt sporej ilości wydawanych powieści może sprawiać, że ludzie mają błędne przeświadczenie, iż czytelnictwo wcale nie upada na łeb, na szyję. A może nie jest to błędne przeświadczenie? Przecież jadąc pociągiem, metrem czy autobusem możemy zauważyć całe mnóstwo osób czytających książki, a nawet e-booki z czytników (padłą teoria, że robią to, by nie patrzeć na współpasażerów). Ile osób w słuchawkach słucha audiobooków się nie dowiemy. Patrząc jednak na to z tej strony musimy wziąć pod uwagę fakt, że teraz jest o wiele łatwiej wygrać w konkursie książkę niż kiedyś – jest to chyba najczęstszą formą promocji. Sporo bibliotek, z tych które nie zostały jeszcze zamknięte, posiada pokaźne zbiory, nawet nowości. Stąd też łatwiej o książkę. Tylko dlaczego tak mało osób kupuje książki i wskaźniki wydawnicze wskazują spadki każdego roku? Ponieważ sytuacja polityczna jest taka jaka jest. Pomyślcie tylko ile nowych podatków, zmian związanych z wynagrodzeniami zaszło w ostatnich latach. Zresztą nie tylko w związku z płacami zaszły zmiany, wystarczy tylko przypomnieć sobie zmianę stawki VAT na książki. Wniosek? Ludzie nie mają pieniędzy, ale co by było gdyby je mieli? Czy kupowaliby więcej książek? Według mnie nie. Może osoby będące teraz w wieku dwudziestu kilku lat i więcej, bo osoby młodsze nie mają wpojonej miłości do czytania. Nie mówię o wszystkich, ale niestety o zdecydowanej większości. Dlatego bardzo ważne jest byśmy czytali naszym pociechom przynajmniej przez kilka minut dziennie. Niech wiedzą, że czytanie jest przyjemne i rozwija wyobraźnię.

Może trochę za późno na napisanie tych słów, ale nie zamierzam tutaj przekazywać żadnych proroctw, szukać przyczyn takiego, a nie innego, stanu rzeczy. Chcę tylko napisać jak ja to wszystko widzę i może rozpocząć jakąś dyskusję na ten temat. Na FB dwie osoby podały dwie sprzeczne ze sobą wiadomości dotyczące ilości osób z czytnikami e-booków w środkach komunikacji miejskiej i ich stosunku względem tradycyjnych książek. Dowodzi to jedynie temu, że badania mają zawsze duży margines błędu i zależnie od czasu oraz metody ich przeprowadzania podadzą różne wyniki.

Mniejsza jednak o naukę i różnego rodzaje badania, ważne jest to czego doświadczamy i sami obserwujemy. Osobiście z jednej strony widzę coraz więcej osób czytających przynajmniej tyle książek rocznie ile statystyczny człowiek ma palców u rąk, z drugiej zaś dostrzegam brak kultywowania wśród młodych ludzi zwyczaju czytania. Kiedyś posiadanie bogatego księgozbioru i czytanie książek było w jakiś sposób przepustką do wyższej klasy społecznej – mówiąc wprost: kto miał książki sprawiał wrażenie inteligenta. Teraz to jest mało ważne, trzeba mieć wielki telewizor. Najlepiej na pół ściany. Tylko czy nie można mieć i bogatej biblioteczki i wielkiego telewizora?

Czas skończyć, bo się powtarzam i głodnieję. Kawałek makowca powinien to zmienić. A wy zróbcie mi przyjemność i przeczytajcie jakąś książkę. Może nie dzisiaj, ale jutro na pewno. Ładna pogoda się robi, a parkowe ławki aż krzyczą żeby na nich usiąść i zatopić się w lekturze.

 

PS. Moim zdaniem za góra trzy lata w Polsce e-booki zaczną być traktowane na równi z papierem. Postępu nie unikniemy.